wiadomości frankowicze

Ugody z Frankowiczami to DOBRE i społecznie sprawiedliwe rozwiązanie w 2024 roku

Miała pomóc bankom w rozwiązaniu problemu kredytów pseudowalutowych i uwolnić je od finansowego ciężaru dawnych złych decyzji. Ustawa frankowa, bo o niej mowa, jest niezrealizowanym marzeniem bankowców. Marzeniem, które pojawiło się w głowach władz sektora zbyt późno, by mogło liczyć na urzeczywistnienie. Banki jednak dalej nie chcą przyjąć do wiadomości, że na legislacyjne rozwiązanie problemu frankowego nie ma już ani woli politycznej, ani tej społecznej. Napięta sytuacja przed wyborami samorządowymi jest jednym z powodów, dla których politycy nie chcą być w ogóle kojarzeni z takim projektem w obawie przed utratą sympatii wyborców. Jak na razie gorącymi zwolennikami ustawy w potencjalnie niekorzystnym dla frankowiczów kształcie jest sam sektor i Komisja Nadzoru Finansowego. Czy te dwa ośrodki są w stanie w jakiś sposób wykorzystać aktualny konflikt pomiędzy KPRM a Pałacem Prezydenckim celem wprowadzenia projektu ustawy na salony?

  • Sądowe rozliczenia nieważnych umów frankowych stanowią coraz większe obciążenie dla sektora bankowego. Tylko w ciągu II półrocza 2023 roku banki dotworzyły frankowe rezerwy na pokrycie ryzyk prawnych tych umów wynoszące blisko 20 mld zł
  • Zarówno bankowcy, jak i ich cichy sprzymierzeniec, Komisja Nadzoru Finansowego, doskonale wiedzą, że na rezerwach dla aktywnych hipotek się nie skończy. Wkrótce będzie trzeba zabezpieczyć ryzyka związane z już spłaconymi kredytami, które również można kwestionować w sądzie
  • Ustawa frankowa byłaby idealnym rozwiązaniem problemu bankowców. Szef KNF przyznaje w mediach, że stosowny projekt czeka już w Nadzorze, a on sam chętnie przedstawi go premierowi i ministrowi finansów. Ci jednak walczą teraz z innymi problemami
  • Niewykluczone, że ostatnią nadzieją banków okaże się… Prezydent RP Andrzej Duda, który na najwyższy urząd w państwie dostał się m.in. na obietnicach kierowanych pod adresem frankowiczów. Czy sektor namówi prezydenta, by skorzystał z przysługującej mu inicjatywy legislacyjnej?

27,56 mld zł zysku wypracował sektor przez 11 miesięcy ubiegłego roku. Radość z rekordowych wyników jest przysłaniana przez… kredyty frankowe

Rok 2023 był absolutnie rekordowy dla sektora bankowego w Polsce. Otoczenie wysokich stóp procentowych jest jednym z powodów, dla których działające na krajowym parkiecie banki zarobiły krocie. Tylko w okresie styczeń-listopad sektor zaraportował 27,56 mld zł zysku na czysto. Byłby to z pewnością powód do radości, gdyby nie… kredyty frankowe. A właściwie ryzyka prawne z nimi związane, które wracają do banków po latach (i na które sektor w II półroczu ubiegłego roku przeznaczył blisko 20 mld zł). Na koniec listopada 2023 roku w sądach w Polce toczyło się już 151 tys. postępowań indywidualnych o tę grupę umów kredytowych. Nie ma wątpliwości, że znaczną część tych sporów banki przegrają z kretesem. Chyba że powstanie ustawa frankowa, która zatrzymałaby sądowe rozliczenia i niejako z automatu skonwertowała kredyty pseudowalutowe na takie oparte o duet PLN+WIBOR.

Banki pilnie potrzebują takiego parasola ochronnego, bo do sądów trafiają już nie tylko aktywne umowy frankowe, ale i te całkowicie spłacone. Chodzi o ok. 400 tys. kontraktów, których właściciele mogą dziś wytoczyć bankowi powództwo o zapłatę i, w konsekwencji, uzyskać zwrot nadpłaty uiszczonej ponad kapitał kredytu. Jeśli taki scenariusz się zmaterializuje i ex-frankowicze ruszą do sądów, sektor będzie potrzebował kolejnych miliardów na rezerwy frankowe. Miliardów, z którymi naprawdę bardzo nie chce się rozstawać.

Koncepcja ustawy frankowej powraca jak bumerang. W kogo uderzy?

O ustawie frankowej po raz pierwszy na poważnie zaczęto mówić w kampanii prezydenckiej w 2015 roku. Wówczas na skonwertowanie umów frankowych na złotowe chętni byli sami kredytobiorcy. To banki nie chciały słyszeć o takim rozwiązaniu i storpedowały inicjatywę, posługując się… opiniami profesorów prawa oraz groźbami arbitrażu pod adresem Polski. Politycy po kilku próbach pogodzenia frankowiczów z bankami postanowili odłożyć to zagadnienie na półkę. Sytuacja nie ulegała zmianom aż do zeszłego roku, gdy o ustawie znów zaczęło być głośno.

Gdy w lutym 2023 roku Rzecznik Generalny TSUE wydał niekorzystną dla banków opinię w sprawie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, na sektor padł blady strach. Bardzo szybko media zaczęły donosić o projekcie ustawy, za który miały być odpowiedzialne organy stojące na straży stabilności sektora finansowego w Polsce. Już wtedy spekulowano, że może chodzić o KNF, której szef niejeden raz brał banki w obronę, a nawet osobiście zaangażował się w trwający wówczas przed TSUE proces w sprawie C-520/21.

Wg doniesień medialnych z I kwartału 2023 roku, jedna z koncepcji rozważanych podczas prac nad ustawą zakładała obłożenie frankowiczów, którzy zdecydują się unieważnić kredyt w sądzie, stuprocentowym podatkiem od korzyści uzyskanych w ten sposób. Cel? Sytuacja finansowa frankowicza, który unieważni umowę, miałaby zostać zrównana z tą, w której znalazłby się, gdyby podpisał ugodę z bankiem, czyli skonwertował kredyt na złotówkowy.

Pomysł podatku spotkał się z olbrzymią krytyką i więcej do niego nie wracano. Przynajmniej nie w mediach, bo przecież nie wiadomo, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Dość powiedzieć, że na niedawną prośbę o wydanie projektu ustawy w trybie udip Komisja Nadzoru Finansowego odmówiła, zasłaniając się roboczym (wewnętrznym) charakterem tego dokumentu. Najwyraźniej ustawa, która potencjalnie objęłaby setki tysięcy Polaków, nie jest warta tego, by poddać ją konsultacjom społecznym.

Banki i KNF bardzo chętnie dogadałyby się z politycznymi decydentami ponad głowami frankowiczów. Szef Komisji Jacek Jastrzębski już po wyborach i utworzeniu nowego rządu deklarował, że chętnie porozmawia na temat ustawowego rozwiązania frankowego problemu i z premierem Donaldem Tuskiem, i z ministrem finansów Andrzejem Domańskim.

Obaj panowie mają póki co inne problemy – premier musi nadzorować prace rządu w wyjątkowo niesprzyjającej aurze pozornego dualizmu prawnego. Z kolei minister finansów intensywnie pracował nad budżetem państwa, a teraz musi skoncentrować się na audycie wewnętrznym w resorcie, który mu podlega. Chodzi o gruntowne sprawdzenie stanu finansów państwa po poprzednikach.

Rząd chce przyśpieszyć frankowe postępowania w sądach. Kto w takim razie może pomóc bankom wprowadzić ustawę?

Czy Jastrzębski musi się ustawić ze swoim projektem w kolejce, akceptując, że rządzący mają teraz inne problemy? Najprawdopodobniej byłaby to strata czasu, bowiem dotychczasowe ruchy nowego obozu władzy pokazują, że współtworzące go siły nie są chętne na ustawę frankową. Świadczą o tym m.in. następujące czynniki:

  • już w kampanii wyborczej partie wchodzące w skład dzisiejszej koalicji rządzącej deklarowały wsparcie dla frankowiczów pod postacią różnych ułatwień, obejmujących głównie przyśpieszenie i usprawnienie procesów sądowych. Polska 2050 chciała postawić nawet na masowe ugody utrzymane w duchu orzeczeń TSUE
  • pod koniec grudnia wiceminister sprawiedliwości zapowiedział utworzenie nowych etatów sędziowskich, urzędniczych i asystenckich. Osoby, które je obejmą, mają zająć się wyłącznie kwestiami kredytów frankowych, co znów nie jest korzystne dla banków, bo prowadzi do przyśpieszenia postępowań
  • w styczniu minister sprawiedliwości Adam Bodnar powołał pełnomocnika do spraw ochrony praw konsumenta. Już zapowiedziano, że dr Wiewiórowska-Domagalska zajmie się problematyką kredytów frankowych i sporami, które powstały na ich tle. Po powołaniu dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej na to stanowisko minister Bodnar odniósł się do problemów m.in. sądu warszawskiego w zakresie potrzeby przyśpieszenia postępowań. Trudno, aby banki mogły to wziąć za dobrą monetę.

Jak zatem widać, klimat panujący w KPRM i ministerstwach nie sprzyja bankowcom. Ich ostatnią nadzieją może się okazać… Prezydent RP Andrzej Duda, który obecnie pozostaje z rządem w silnym konflikcie. Polityczni komentatorzy regularnie przypominają, że prezydent jest bardzo podatny na wpływy i w wielu sprawach nie ma po prostu własnej wyrazistej opinii. Jednocześnie przed 9 laty mocno zależało mu na rozwiązaniu problemu frankowego. Czy tę słabość prezydenta wykorzysta szef KNF Jacek Jastrzębski? Nie jest to całkowicie absurdalny pomysł.

Jastrzębski objął fotel przewodniczącego Komisji na drugą już kadencję przez nominację pochodzącą od Mateusza Morawieckiego, byłego premiera z ramienia PiS. Prezydent Duda może więc potraktować go jak „swojego”. Warto nadmienić, że głowa państwa posiada to, co potrzebne jest aktualnie sektorowi w doprowadzeniu do wznowienia rozmów o ustawie. Chodzi oczywiście o inicjatywę ustawodawczą, której pozbawiony jest szef Nadzoru. Czy istnieje realna szansa, że prezydent, złakniony w tej chwili wizerunkowego sukcesu, da się namówić bankom i Jastrzębskiemu na „rozwiązanie frankowego konfliktu”?

Nawet jeśli, a jest to mało prawdopodobne, to samo skierowanie do Sejmu stosownej ustawy nie oznacza, że zostanie ona przegłosowana i wejdzie w życie. Wręcz przeciwnie, prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest bliskie zeru, a mająca obecnie zdecydowaną większość koalicja rządząca podeszłaby do takiego pomysłu jak do konia trojańskiego. W partii rządzącej wszyscy doskonale wiedzą, co oznacza bratanie się z bankami, zwłaszcza w tak strategicznie istotnym momencie jak kampania wyborcza (w kwietniu odbędą się wybory samorządowe, niedługo później do Parlamentu Europejskiego). PiS natychmiast zyskałoby silne polityczne paliwo, by uderzyć w nowy rząd. A to ostatnie, czego potrzebuje obecnie trio KO, Trzeciej Drogi i Lewicy na drodze do potwierdzenia swojej dominacji w sejmikach.

Click to rate this post!
[Total: 1 Average: 5]

Anna Lipińska

Dziennikarka z zamiłowania. Dobrze czuje się w tematyce gospodarczej. Jej rodzinie szczególnie bliskie są zmagania z nieuczciwymi praktykami banków. Specjalizuje się w tłumaczeniu wyroków oraz orzeczeń sądów, tak aby były zrozumiałe dla osób nie będących prawnikami.

Dodaj Opinie

Kliknij tutaj, aby opublikować komentarz