Frankowicze najważniejsze wiadomości

Knf wydał opinie w sprawie kredytów we frankach dla SN – dla kogo jest korzystna?

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) była jedną z pięciu instytucji, do których zwróciła się po posiedzeniu w dniu 12 maja 2021 r. Izba Cywilna Sądu Najwyższego z prośbą o opinię, w kwestii kluczowych zagadnień dotyczących rozwiązywania sporów na tle kredytów frankowych. Stanowiska KNF, Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Finansowego, Rzecznika Praw Dziecka i Narodowego Banku Polskiego mają pomóc SN w podjęciu uchwały w sprawie kredytów denominowanych i indeksowanych kursem CHF, która wpłynęłaby na utrwalenie się jednolitego orzecznictwa oraz przyspieszenie biegu spraw rozstrzyganych przez sądy.

Wiadomo już, że wszystkie instytucje dostarczyły do SN swoje stanowiska. Znamy także opinię KNF, która – tak jak to przewidywano – staje po stronie banków, deprecjonując rolę wadliwości umów kredytowych i zamieszczania w nich klauzul niedozwolonych.

Nadzór Finansowy stara się wybielać banki, przesuwając winę na kredytobiorców, którzy rzekomo byli świadomi ryzyka kursowego. Czy tak było w istocie? Czy to nie banki nadużyły swojej uprzywilejowanej wobec konsumentów pozycji, oferując im nieuczciwe warunki umów i wmanewrowując w grę spekulacyjną?

Pokrętne argumenty KNF: problem to wzrost kursu CHF, a nie niezgodne z prawem umowy?

KNF od początku broni banków, przerzucając winę za wzrost salda zadłużenia i miesięcznych rat kredytowych na nieprzewidzianą zwyżkę kursu CHF. Według Nadzoru Finansowego, obecna trudna sytuacja kredytobiorców frankowych nie jest wynikiem prawnych aspektów dotyczących konstrukcji umów, ani też zawartych w nich klauzul abuzywnych.

Pomimo, że w wielu postępowaniach sądowych stronie powodowej udało się udowodnić, że banki nie informowały dostatecznie o ryzyku kursowym związanym z tego typu produktami, to KNF twierdzi że banki wypełniły w tym względzie swoje obowiązki. Natomiast winę za obecną sytuację ponoszą kredytobiorcy, którzy przyjęli na siebie długoletnie ryzyko kursowe. Co więcej, banki rzekomo nie zarabiały na kredytach frankowych, gdyż musiały ponosić koszty zabezpieczenia się przed ryzykiem kursowym.

Przeczytaj: Sztuczna inteligencja sprawdzi umowę i powie czy frankowicz może pozwać bank.

Analizując argumentację KNF, w pierwszym momencie na myśl przychodzi pytanie, czy to nie banki są aktywnymi graczami na rynku finansowym i to nie one – poprzez zawierane transakcje – wpływają na kształtowanie kursów walutowych?

Czy banki, żyjące z zarabiania na pieniądzach klientów, oferowałyby produkty nierentowne, bez perspektyw rozłożonego na lata zysku? Wielu ekonomistów, jak i prawników mówi obecnie wprost, że masowa sprzedaż przez banki kredytów walutowych była wymierzona we wzrost kursu CHF, do czego banki same się przyczyniły.

Ranking Kancelarii Frankowych

Instytucje finansowe w latach boomu na kredyty frankowe miały świadomość, że złoty jest przeszacowany i w którymś momencie bańka musi pęknąć. Co więcej, same jako profesjonalny gracz na rynku, zabezpieczyły się przed ryzykiem kursowym, ale nie zaproponowały takich działań nieświadomym zakresu ryzyka walutowego klientom.

Czy obecnie środowisko bankowe może zrzucać winę na wzrost kursu CHF w niespodziewanej skali i jednocześnie odrzucać prawne aspekty związane z wadliwymi umowami? Wydaje się, że po raz kolejny jest to nieuczciwe podejście banków.

 

Wyliczenia KNF mają przestraszyć sędziów SN

Jak się dowiedzieliśmy, opinia KNF dla SN to trzydziestostronicowy dokument, który nie ma charakteru analizy prawnej, a bardziej studium ekonomicznego. Pod tym względem opinia ta wyróżnia się na tle stanowisk pozostałych instytucji, które odniosły się stricte do zagadnień prawnych.

O uwzględnienie pozaprawnych aspektów, dotykających kwestii ekonomicznych apelowali przedstawiciele środowiska bankowego, a także niektórzy prawnicy i ekonomiści. Według przedstawiciela KNF, takie wieloaspektowe stanowisko ma pomóc sędziom w podjęciu decyzji opartej na możliwie szerokim zakresie wiedzy i informacji. W praktyce, ma to prawdopodobnie ochronić banki przed skutkami ekonomicznymi, które mogłaby wywołać kolejna lawina pozwów sądowych.

Przeczytaj: PKO BP nieśmiało proponuje ugody ale tylko tym, którzy złożyli już pozwy

Nieprzypadkowo w opinii KNF znalazły się szczegółowe kalkulacje, jakie straty poniosą banki na skutek poszczególnych możliwych rozwiązań. Rekomendowana przez KNF akcja proponowania frankowiczom pozasądowych ugód kosztowałaby sektor bankowy 34,5 mld zł. Jeszcze mniej straciłyby banki na wstawieniu do umów średniego kursu NBP (koszt na poziomie  8,8 mld zł). Natomiast, tak – według KNF – przedstawiałyby się skutki finansowe w pozostałych wariantach:

  • odfrankowienie umów (przekształcenie na złotowe z oprocentowaniem LIBOR) – koszt 78,5 mld zł,
  • unieważnienie umów ze zwrotem kapitału i wynagrodzeniem na poziomie WIBOR + marża  – koszt 56,4 mld zł,
  • unieważnienie umów ze zwrotem kapitału i wynagrodzeniem wg WIBOR – koszt 70,5 mld zł,
  • unieważnienie umów ze zwrotem kapitału i bez wynagrodzenia – koszt 101,5 mld zł,
  • unieważnienie umów bez zwrotu kapitału i bez wynagrodzenia – koszt 234 mld zł.

Stanowisko KNF wpisuje się w głos lobby bankowego, które od lat straszy upadkiem systemu bankowego i krachem gospodarczym w przypadku przychylenia się do żądań frankowiczów. Tymczasem, kwestie kredytów walutowych rozwiązały takie państwa jak Francja, a nawet stosunkowo biedna Ukraina i nie doprowadziło to do upadłości banków lub kryzysu ekonomicznego.

 

Przytoczone przez KNF liczby mają prawdopodobnie zadziałać na sędziów odstraszająco i zobrazować jakie skutki finansowe w wyniku ich decyzji mogłyby dotknąć banki, a co za tym idzie także i całą gospodarkę. Mając z tyłu głowy takie liczby, sędziom SN może być trudniej stanąć po stronie kredytobiorców, chociażby w kwestii kontrowersyjnego wynagrodzenia za korzystanie z kapitału udostępnionego przez banki.

Niewyobrażalne jest jednak, że Sąd Najwyższy uwzględni interes banków, przyznając im prawo do wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, pomimo braku podstaw prawnych w przepisach krajowych i unijnych dla takiego rozwiązania.

Ponadto, sędziowie SN powinni orzekać w oparciu o stan prawny, a nie interes wielkich graczy rynkowych, jakimi są banki. Dyrektywa 93/13 chroniąca konsumentów przed nieuczciwymi warunkami w umowach ma działać odstraszająco, co jest równoznaczne z poniesieniem konsekwencji bezprawnych działań. Bezsprzecznie banki przed laty wykorzystały swoją uprzywilejowaną względem konsumentów pozycję (nierównowaga kontraktowa), oferowały wadliwe umowy i teraz powinny ponieść tego konsekwencje.

Jeśli z naszego tekstu dowiedziałeś się czegoś ciekawego POLUB NASZ PROFIL NA FACEBOOKU dla Ciebie to tylko kliknięcie, dzięki któremu zawsze będziesz miał dostęp do najnowszych informacji w sprawach frankowiczów, a dla nas zachęta do dalszego tworzenia pomocnych treści. Dziękujemy!