poradnik frankowicza

Bank Millennium wysyła wezwania do zapłaty aby zmusić do ugód?

Choć medialny szum w ciągu ostatnich kilku tygodni nieco ucichł, wcale nie oznacza to, że problem dotyczący kredytów frankowych jakimś cudem sam się rozwiązał. Frankowicze nadal w sądach walczą o swoje prawa, i co istotne, nadal jest to walka bardzo skuteczna, bo banki wygrywają tylko nieliczne postępowania, choć trzeba przyznać, że instytucje finansowe wspinają się na wyżyny kreatywności, by jak najmniej na kredytach frankowych stracić.

Gdy kredytobiorca zdecyduje się pozwać bank, bank wie, że w sądzie ma małe szanse na wygraną, dlatego też coraz częściej stosowaną praktyką jest wysyłanie przez bank do kredytobiorców pism, które mają na celu nakłonić frankowiczów do odstąpienia od prowadzenia sporu. Jednym z najbardziej aktywnych na tym polu jest bank Millennium, a pisma jakie otrzymują klienci tego banku u niejednego kredytobiorcy wywołały niepokój, w rzeczywistości jednak takie działania mają jedynie na celu nakłonienie frankowiczów do przyjęcia mniej korzystnych dla nich rozwiązań, a więc wymuszają zgodę na zawarcie ugody.

Wezwania do zapłaty Bank Millennium po wytoczeniu powództwa.

Wezwania do zapłaty, a właściwie wezwania do spełnienia świadczenia, bank Millennium wysyła tym wszystkim frankowiczom, którzy zdecydowali się w sądzie walczyć o unieważnienie zawartej umowy kredytowej. W treści wezwań kierowanych do kredytobiorców wprost jest bowiem wskazane, że bank wzywa frankowiczów do zapłaty określonych kwot, gdyż w sądzie toczy się proces w którym ważność umowy jest kwestionowana. Taka retoryka powoduje więc, że żądanie ze strony banku można potraktować jako swego rodzaju karę dla kredytobiorcy za to, że odważył się walczyć o swoje prawa, a także ma na celu wywołanie u kredytobiorcy odczucia, że z bankiem nie można wygrać, a zatem lepiej przystać na propozycje wysuwane przez bank.

Czego domaga się bank Millennium od kredytobiorcy?

W dalszej treści pisma formułowane są zwykle żądania banku, a więc wskazywane są kwoty, których zapłaty bank się domaga z uwagi na kwestionowaną ważność umowy, lecz tutaj również kredytobiorca może się nieco zdziwić. W pierwszej kolejności bank domaga się bowiem zapłaty kwoty stanowiącej równowartość udzielonego kredytobiorcy kredytu, i choć to żądanie może być uzasadnione, lecz dopiero wówczas, gdy sąd stwierdzi nieważność danej umowy (!), to żądanie zapłaty dodatkowych kwot, wcale nie małych, stanowiących wynagrodzenie banku za korzystanie przez kredytobiorcę z udostępnionego kapitału, jest zupełnie nieuzasadnione.

W kierowanych wezwaniach bank Millennium domaga się więc zapłaty określonych kwot nie tylko przed wydaniem przez sąd orzeczenia, a przecież może teoretycznie się zdarzyć, że roszczenie kredytobiorcy nie zostanie uwzględnione i umowa nie zostanie unieważniona, lecz wzywa również do zapłaty środków, które nie wiadomo czy bankowi się należą, gdyż w dotychczasowym orzecznictwie nie zostało potwierdzone prawo banku do domagania się od kredytobiorców kwot stanowiących wynagrodzenie za korzystanie z udzielonego im kredytu – a wręcz panuje powszechnie uznawane stanowisko, wyrażone ostatnio nawet po raz kolejny przez UOKiK – wskazujące, że takie wynagrodzenie bankom się nie należy.

W kontekście powyższego, nie można w działaniach banku nie zauważyć jawnej manipulacji, gdyż najpierw bank domaga się zapłaty abstrakcyjnych kwot, które w danym momencie bankowi się nie należą, lecz poniżej wysuwanych żądań, bank wskazuje, że kredytobiorca nadal może skorzystać z innych rozwiązań, a więc może zgodzić się na dalsze obowiązywanie umowy i przewalutowanie kredytu, innymi więc słowy, może z bankiem zawrzeć ugodę.

Żądanie zapłaty zmusi do zawarcia ugody z bankiem Millennium?

W świetle obowiązujących przepisów oraz dotychczasowego w sprawach frankowych orzecznictwa, wezwania do zapłaty kierowane przez bank Millennium nie są uzasadnione, jednak treść owych pism jest tak skonstruowana, że kredytobiorca odnosi wrażenie, iż propozycja zawarcia ugody z bankiem, stanowi pewien ukłon ze strony banku i lepiej jest z tego rozwiązania skorzystać, niż narażać się na dodatkowe roszczenia.

Wezwania do zapłaty wysyłane przez bank mają za zadanie wywołać niepewność i strach u kredytobiorców, a tym samym przekonać ich do rezygnacji z dochodzenia roszczeń.

Dlatego, gdy kredytobiorca otrzyma z banku wezwanie do zapłaty, najlepiej jego treść skonsultować z prawnikiem, który szczegółowo wyjaśni jak działa w takim przypadku bank i dlaczego roszczenia banku nie są zasadne.

Ugody banku Millennium najmniej korzystne na rynku.

Przyglądając się działaniom banku Millennium można się zastanawiać dlaczego tak duża instytucja dopuszcza się tak wątpliwych praktyk, by zamknąć problem kredytów frankowych, gdy jednak nie wiadomo o co chodzi, to oczywiście chodzi o pieniądze.

Każda przegrana w sądzie i każde unieważnienie umowy kredytu frankowego, to dla banku olbrzymie koszty, gdyż bank na takim kredycie nie zarabia, lecz w najlepszym wypadku odzyskuje równowartość udzielonego kredytobiorcy kredytu, natomiast zawarcie z frankowiczem ugody, pozwala bankowi już sporo zarobić, jest to więc zdecydowanie lepsze rozwiązanie. Zawarcie z bankiem Millenium ugody powoduje bowiem, że pozostała do spłaty kwota kredytu frankowego zostaje przewalutowana, po ugodzie kredytobiorca spłaca więc kredyt złotówkowy, zysk dla banku powstaje jednak na dwóch płaszczyznach.

Przede wszystkim, bank zgadza się na przewalutowanie pozostałej do spłaty kwoty kredytu, lecz do spłaconych rat już się nie odnosi. Gdy więc, umowa o kredyt frankowy została podpisana w 2008 roku, a ugoda została zawarta w 2021 roku i wtedy doszło do przewalutowania, to bank nie rozlicza się z kredytobiorcą z kwot, które przez trzynaście lat spłacania kredytu frankowicz do banku odprowadził, a jak wiadomo, bank od samego początku trwania umowy, pobierał od kredytobiorcy kwoty zawyżone, wyliczone w oparciu o zapisy umowy, które nigdy w umowie z kredytobiorcą nie powinny się znaleźć. Brak konieczności zwrotu powstałej nadpłaty stanowi więc dla banku pierwszy i nie mały zysk.

Druga kwestia dotyczy samego przewalutowania, a właściwie kursu po jakim przewalutowanie ma nastąpić. Kredytobiorcy zgadzający się na przewalutowanie nie mogą bowiem liczyć na to, że przeliczenie kredytu na złotówki nastąpi w oparciu o kurs franka szwajcarskiego z dnia zawarcia umowy kredytowej, lecz będzie to kurs ustalony pomiędzy bankiem, a kredytobiorcą. Z informacji przekazywanych przez kredytobiorców wynika natomiast, że bank zgadza się na przewalutowanie kredytu po kursie oscylującym w granicach 3 złotych, jest to więc co prawda mniej niż obecny kurs franka szwajcarskiego, lecz zdecydowanie więcej niż w momencie zaciągnięcia kredytu frankowego.

WIBOR zamiast LIBOR.

Decydując się na zawarcie ugody i przewalutowanie, należy również pamiętać, że spłacając kredyt w złotówkach, zmianie ulegnie także oprocentowanie kredytu, właściwa dla kredytów frankowych stawka LIBOR, zastąpiona bowiem zostaje właściwą dla kredytów złotówkowych stawką WIBOR, co również stanowi dla kredytobiorców pewne ryzyko.

Przez zawirowania wywołane pandemią, WIBOR spadł do najniższego w historii poziomu, tym samym też, kredyty złotówkowe oprocentowane były w minimalny wręcz sposób. Obecnie jednak, WIBOR zaczyna rosnąć, a zatem wzrasta rata miesięczna kredytu złotówkowego, trudno jednak ocenić o ile i jak szybko będą rosły stopy procentowe, a więc nie można przewidzieć jak w dalszej perspektywie będzie kształtować się co miesięczna rata kredytu złotówkowego. Decydując się teraz na przewalutowanie, kredytobiorca nie jest więc w stanie przewidzieć ile zyska zawierając z bankiem ugodę, bo choć uwalnia się od niepewnego kursu franka szwajcarskiego, to jednak jego kredyt będzie uzależniony od innych zmiennych czynników, więc znowu najwięcej zyska bank.

Nie tylko bank Millennium wysuwa absurdalne żądania względem kredytobiorców.

Fakt, że kredyty frankowe stanowią dla banków nie mały kłopot, nie jest tajemnicą, jednak działania banków podejmowane względem kredytobiorców są coraz bardziej niepokojące.

Opisane powyżej wezwania do zapłaty kierowane do frankowiczów to tak naprawdę standardowy wybieg, by zniechęcić kredytobiorcę do prowadzenia sporu sądowego i doprowadzić do zawarcia ewentualnej ugody, jednak chyba żaden frankowicz nie mógł się spodziewać, że po kilkunastu latach od zawarcia umowy kredytowej, bank będzie domagać się np. decyzji o dopuszczeniu budynku do użytkowania.

Zobacz: Ugoda z Bankiem Millennium – WARUNKI I SYMULACJA UGODY i PRZEWALUTOWANIA

O przedłożenie prawomocnej decyzji dotyczącej użytkowania zwrócił się do swoich klientów Raiffeisen Bank Polska, twierdząc, że to zwyczajna procedura. Z kolei inne banki zaczynają weryfikować, czy umowa o kredyt jest wykonywana zgodnie z opisanymi w niej postanowieniami. Problem z żądaniami kierowanymi przez banki jest jednak taki, że w pismach kierowanych do kredytobiorców wskazywany jest 14-dniowy termin na dostarczenie żądanej dokumentacji, a w przypadku jego niedochowania, bank grozi wypowiedzeniem zawartej umowy kredytowej.

Wskazanymi działaniami banki po raz kolejny chcą wywrzeć presję na kredytobiorcach i w ten sposób zniechęcić frankowiczów do pozywania banków i żądania unieważnienia zawartej umowy. Kredytobiorcy muszą zatem zdawać sobie sprawę z tego, że bank umowę może wypowiedzieć tylko w przypadkach wskazanych w zawartej umowie, jak i w przepisach ustawy prawo bankowe, gdy więc jakiś powód nie został w tych regulacjach ujęty, bank nie będzie mógł skutecznie umowy wypowiedzieć