Komisja Nadzoru Finansowego po raz pierwszy wpisała sankcję kredytu darmowego na listę ryzyk systemowych polskiego sektora bankowego — obok kredytów frankowych, które okupowały tę listę przez ostatnią dekadę. Tak wynika z dorocznego raportu o sytuacji sektora bankowego za 2025 r., opublikowanego w piątek 28 sierpnia 2026 r.
Banki nie czekały na ten dokument. Po kwietniowym wyroku TSUE w sprawie C-744/24 Alior obniżył wynik netto II kwartału o 96,5 mln zł, Pekao pomniejszył wynik odsetkowy o 126 mln zł, a Millennium o 35 mln zł. Łatwo z tego wyciągnąć wniosek, że banki „już płacą za darmowe kredyty”. Ten wniosek jest błędny — i właśnie na tym błędzie można stracić najwięcej.
Wyjaśniamy, co KNF faktycznie napisała, skąd wzięły się setki milionów w wynikach banków, czym różni się korekta odsetek od sankcji kredytu darmowego — i co z tego wszystkiego wynika dla osoby, która spłaca albo spłaciła kredyt gotówkowy z prowizją doliczoną do kapitału.
Co dokładnie napisała KNF w raporcie za 2025 rok
Doroczny raport KNF to nie komunikat o pojedynczym wyroku, tylko mapa ryzyka całego sektora — dokument, w którym nadzór nazywa zagrożenia dla kapitałów banków i stabilności systemu. Przez lata rozdział o ryzyku prawnym wypełniały niemal wyłącznie kredyty walutowe. W edycji za 2025 r. Komisja dopisała obok nich dwa nowe obszary: sankcję kredytu darmowego oraz spory o wskaźnik WIBOR.
O sankcji kredytu darmowego (dalej: SKD) nadzór pisze, że rok 2025 przyniósł wzrost liczby sporów i zainteresowania regulacyjnego, co przełożyło się na uznanie tego obszaru za nowe źródło ryzyka systemowego przez instytucje sieci bezpieczeństwa finansowego. Kluczowe zdanie raportu brzmi:
Ryzyko SKD w 2025 roku można traktować jako rosnące ryzyko regulacyjno-procesowe o potencjalnie istotnych konsekwencjach kosztowych, przy czym jego ostateczna materializacja będzie zależała od ukształtowania praktyki orzeczniczej oraz kierunku zmian legislacyjnych zmierzających do większej gradacji sankcji.
Warto to zdanie rozebrać, bo każde słowo jest w nim ważone. „Rosnące” — a więc jeszcze nie zmaterializowane. „Potencjalnie istotne konsekwencje kosztowe” — a więc bez podanej kwoty. „Materializacja będzie zależała od praktyki orzeczniczej i zmian legislacyjnych” — a więc o tym, czy ryzyko wejdzie do bilansów banków z pełną siłą, zdecydują dopiero sądy i Sejm. Nadzór zastrzega też, że zarówno SKD, jak i WIBOR są na znacznie wcześniejszym etapie niż sprawy frankowe, a przewidywalność skutków jest ograniczona.
Z perspektywy kredytobiorcy najważniejsze jest to, czym ten raport nie jest. KNF nie orzeka o żadnej konkretnej umowie i nie przyznaje nikomu darmowego kredytu. Raport mówi coś innego, ale wcale nie mniej istotnego: państwo przestało traktować SKD jako niszowy spór o formularz informacyjny, a zaczęło jako zjawisko o skali, którą trzeba liczyć na poziomie całego systemu.
Czym jest sankcja kredytu darmowego i dlaczego nadzór się jej obawia
Sankcja kredytu darmowego to mechanizm z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim, obowiązujący od 2011 r. Jeżeli kredytodawca naruszył wskazane w ustawie obowiązki — przede wszystkim informacyjne — konsument po złożeniu pisemnego oświadczenia zwraca wyłącznie pożyczony kapitał. Bez odsetek, bez prowizji, bez innych kosztów należnych bankowi. Mechanizm ma jednak twarde granice: dotyczy kredytów konsumenckich do 255 550 zł, wymaga naruszenia z zamkniętego katalogu, a uprawnienie wygasa rok po wykonaniu umowy.
Pojedyncza sprawa o SKD to zwykle roszczenie rzędu kilkunastu-kilkudziesięciu tysięcy złotych — ułamek tego, o co toczyły się procesy frankowe. Nadzór nie boi się więc nominału, tylko wolumenu: kredytów konsumenckich objętych limitem ustawy są w Polsce miliony, a liczba pozwów rośnie z kwartału na kwartał. To dlatego jeszcze przed piątkowym raportem negatywną opinię o SKD wyłożył Komitet Stabilności Finansowej, w którym zasiadają NBP, KNF, Ministerstwo Finansów i Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Komitet wskazywał na nieproporcjonalność kary do uchybienia, umasowienie pozwów, rolę kancelarii obsługujących ten wolumen i potencjalne skutki dla kapitałów banków — i apelował o racjonalne uregulowanie sankcji przy nowelizacji ustawy.
Warto przy tym oddzielić SKD od spraw frankowych, bo w medialnych skrótach oba tematy bywają sklejane w jedno hasło o „kolejnych darmowych kredytach”. To dwa różne reżimy prawne. Franki to hipoteki na dekady, spory o klauzule przeliczeniowe i unieważnianie całych umów. SKD to kredyty gotówkowe, ratalne i konsolidacyjne, pisemne oświadczenie zamiast wieloletniego procesu o nieważność i roczny termin, który bezpowrotnie wygasa. KNF ustawiła oba zjawiska w jednym rozdziale o ryzyku prawnym, ale nigdzie ich nie utożsamia.
WIBOR to osobny spór. 3,1 tys. spraw dotyczy hipotek, nie darmowych kredytów
Drugi nowy obszar w raporcie to spory o stosowanie wskaźnika referencyjnego WIBOR w kredytach złotowych. Według KNF liczba toczących się spraw sądowych wzrosła w 2025 r. o 413, czyli o 15,5 proc. rok do roku, i na koniec roku wyniosła 3,1 tys. Do Trybunału Sprawiedliwości UE trafiają kolejne pytania prejudycjalne.
Te dwie statystyki — 3,1 tys. spraw o WIBOR i ponad 27 tys. pozwów o SKD — padają w sąsiednich fragmentach raportu i łatwo je pomylić albo, co gorsza, zsumować. Tymczasem opisują zupełnie różne spory. WIBOR to hipoteki złotowe i pytanie o oprocentowanie zmienne; SKD to kredyty gotówkowe i pytanie o naruszenie obowiązków informacyjnych. Inne umowy, inna podstawa prawna, inne kwoty roszczeń. Kto podepnie wiborowe 3,1 tys. pod „darmowe kredyty”, opisze zjawisko, którego w raporcie KNF po prostu nie ma.
Sam spór o WIBOR nadzór ocenia ostrożnie. Punkt ciężkości nie leży w legalności wskaźnika — WIBOR pozostaje zgodny z regulacjami unijnymi i jest objęty nadzorem — lecz przesuwa się w stronę obowiązków informacyjnych banków i przejrzystości mechanizmu ustalania oprocentowania. W przeciwieństwie do spraw frankowych nie ma tu jednolitej linii orzeczniczej ani automatyzmu rozstrzygnięć: wynik zależy od oceny konkretnej umowy.
Skąd setki milionów w wynikach banków. Korekta po wyroku TSUE, nie sankcja
Największe nieporozumienie wokół tego tematu dotyczy kwot, które banki pokazały w sprawozdaniach za I półrocze 2026 r. Te pieniądze w większości nie są rezerwą na pozwy o darmowy kredyt. Są skutkiem wyroku TSUE z 23 kwietnia 2026 r. w sprawie C-744/24 — a to wyrok o znacznie węższym zakresie, niż sugerują nagłówki.
Trybunał rozstrzygnął jedną praktykę: bank może skredytować prowizję czy składkę ubezpieczeniową, ale nie może naliczać umownych odsetek od tych skredytowanych kosztów, bo to pieniądze, których nigdy nie wypłacił klientowi do dyspozycji. TSUE nie orzekł natomiast, że każda umowa z oprocentowaną prowizją staje się kredytem darmowym. Zakaz odsetek od finansowanych kosztów i sankcja z art. 45 to dwie różne rzeczy — pierwsza obniża podstawę oprocentowania, druga odbiera bankowi całe wynagrodzenie.
Banki przeliczyły skutek wyroku w wyniku odsetkowym. Alior przy publikacji wyników 4 sierpnia 2026 r. potwierdził, że dostosowanie modelu naliczania odsetek obciążyło wynik netto II kwartału kwotą 96,5 mln zł. Pekao pomniejszył wynik odsetkowy o 126 mln zł w I półroczu. Millennium ujął 35 mln zł z tytułu zaprzestania naliczania odsetek od finansowanych kosztów — i jako jedyny z tej grupy dołożył 61 mln zł dodatkowego obciążenia „z uwagi na niepewność sytuacji” wokół spraw o kredyty konsumenckie. Erste wykazał 71,2 mln zł, ING 12 mln zł, a BNP Paribas 42,8 mln zł wpływu wyroku, przy około 41 mln zł zawiązanych w tym samym okresie na ryzyko frankowe.
Różnica między tą korektą a sankcją jest dla kredytobiorcy bardzo wymierna. Korekta oznacza, że bank przestaje doliczać odsetki od skredytowanej prowizji — przyszła rata może spaść o ten element, często bez żadnego działania klienta. Sankcja kredytu darmowego oznacza, że po skutecznym oświadczeniu konsument oddaje wyłącznie kapitał. Między jednym a drugim leży zwykle od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Piątkowy raport KNF mówi o tym drugim scenariuszu jako o ryzyku systemowym; sprawozdania półroczne banków pokazały na razie koszt tego pierwszego.
Ile jest pozwów o sankcję kredytu darmowego i kto na razie wygrywa
Skala sporu jest już policzalna. Według danych Związku Banków Polskich na koniec I kwartału 2026 r. sektor miał 27 241 pozwów o SKD, z czego 23 142 w toku, oraz 104 704 reklamacje. Od kwietniowego wyroku TSUE do banków wpłynęło kolejne około 6,6 tys. reklamacji, a sądy wydały w tym oknie około 1,5 tys. wyroków, z których blisko 80 proc. było korzystnych dla banków — przed wyrokiem sektor deklarował około 85 proc. wygranych.
Rozkład spraw między bankami jest bardzo nierówny. W raportach za I kwartał 2026 r. PKO BP wykazał 7263 sprawy, Alior 4690, Erste 3809, Millennium 2667, BNP Paribas 1755, Pekao 1575, mBank 1219, Citi 358, ING 108, a BOŚ 58 — łącznie 23 502 u samych sprawozdających, bo część sektora liczb nie podaje. BNP przy swoich sprawach wskazywał średnie roszczenie rzędu 25 tys. zł, co dobrze pokazuje charakter tego sporu: niskie pojedyncze kwoty, duża i rosnąca liczba spraw.
Statystyka wygranych wymaga jednak ostrożnej lektury. Blisko 80 proc. korzystnych dla banków wyroków to orzeczenia zapadające w sprawach wnoszonych jeszcze przed wyrokiem TSUE, opartych na wcześniejszej argumentacji. C-744/24 i kolejne orzeczenia krajowe przesuwają spór o odsetki od kosztów na korzyść konsumentów, ale to przesunięcie na razie widać w korektach przychodów banków, a nie w jednolitej linii orzeczniczej co do samej sankcji. Dla osoby rozważającej własną sprawę oznacza to tyle, że o wyniku wciąż decydują konkrety: rodzaj naruszenia w umowie, dochowany termin i kwota mieszcząca się w ustawowym limicie.
Czy bank sam odda odsetki od skredytowanej prowizji
Na przyszłość — coraz częściej tak. Millennium zapowiedział w sprawozdaniu półrocznym, że zaprzestaje naliczania i pobierania odsetek od finansowanych kosztów kredytu, a Alior skorygował model naliczania przychodu odsetkowego. Posiadacz aktywnej umowy może więc zobaczyć niższą ratę bez żadnego pisma ze swojej strony, bo to bank dostosowuje się do wyroku.
Inaczej wygląda sprawa odsetek już pobranych — tych nikt nie zwraca z urzędu. Narodowy Bank Polski w czerwcowym raporcie o stabilności oszacował, że zwrot odsetek pobranych od prowizji i innych kosztów pozaodsetkowych za ostatnie sześć lat kosztowałby sektor około 3–4 mld zł. Ta kwota pozostaje po stronie klientów, którzy się o nią upomną. Ścieżka jest znana: analiza umowy i harmonogramu pod kątem tego, czy odsetki były liczone od kwoty powiększonej o prowizję, reklamacja do banku, a po odmowie — Rzecznik Finansowy albo sąd. Co istotne, żądanie zwrotu nadpłaconych odsetek od kosztów po C-744/24 to roszczenie odrębne od oświadczenia o SKD i nie wymaga otwierania sporu o cały darmowy kredyt.
Rok od wykonania umowy. Najbardziej sporny termin w całej ustawie
W praktyce wiele spraw o sankcję rozstrzyga się nie na naruszeniu, lecz na kalendarzu. Art. 45 ust. 5 ustawy stanowi, że uprawnienie wygasa po roku „od dnia wykonania umowy” — i o wykładnię tych kilku słów toczy się osobny spór. Banki przekonują, że termin biegnie od wypłaty kredytu, a więc dla większości umów dawno minął. Część prawników i sądów liczy go od wykonania umowy przez obie strony, czyli od całkowitej spłaty. Rozstrzygnąć ma to TSUE, do którego trafiły pytania prejudycjalne w tej sprawie.
Praktyczna konsekwencja jest prosta, choć niewygodna. Przy kredycie wciąż spłacanym — w wykładni korzystnej dla konsumenta — termin w ogóle nie zaczął biec. Przy kredycie spłaconym zegar tyka, a żaden kredytobiorca nie wie z góry, którą wykładnię przyjmie jego sąd. Dlatego pierwszą informacją do ustalenia nie jest treść umowy, tylko data całkowitej spłaty.
Co dalej: gradacja sankcji, termin CCD2 i drugi głos w sieci bezpieczeństwa
KNF wprost uzależnia materializację ryzyka od dwóch procesów: orzecznictwa i zmian legislacyjnych „zmierzających do większej gradacji sankcji”. Ten drugi proces ma sztywny kalendarz — przepisy wdrażające unijną dyrektywę CCD2 powinny być stosowane najpóźniej od 20 listopada 2026 r., a pracami nad nową ustawą o kredycie konsumenckim kieruje od wiosny Ministerstwo Sprawiedliwości.
Gradacja oznacza odejście od zasady, że każde naruszenie skutkuje pełnym zerem odsetek i kosztów. Kierunek pokazał wycofany w maju projekt UOKiK: pełna sankcja za najcięższe uchybienia, wariant „półdarmowy” — kapitał plus połowa odsetek — za lżejsze oraz osobna sankcja za kredyt udzielony bez rzetelnego badania zdolności kredytowej. Po decyzji premiera z 18 maja 2026 r. projekt przejął resort sprawiedliwości i to on zdecyduje, ile z tego modelu przetrwa. Do wejścia nowej ustawy w życie oświadczenia i pozwy ocenia się według obecnego art. 45; los spraw w toku rozstrzygną przepisy przejściowe, których jeszcze nie znamy.
Obraz uzupełnia jeszcze jeden, rzadziej cytowany głos. NBP w raporcie o stabilności systemu finansowego z 16 czerwca 2026 r. ocenił, że skala potencjalnych kosztów SKD jest wysoce niepewna, ale nie zagraża stabilności banków, a odpisy sektora na to ryzyko wynosiły na koniec 2025 r. jedynie około 170 mln zł. Powstała więc ciekawa sytuacja: KNF pisze o ryzyku systemowym, bank centralny — że stabilności nic nie grozi, a obie instytucje zasiadają w tym samym Komitecie Stabilności Finansowej. Ta rozbieżność najlepiej pokazuje, na jak wczesnym etapie jest cała rozgrywka: banki zaksięgowały dotąd koszt samego zakazu odsetek od skredytowanych kosztów, natomiast SKD jako masowe zjawisko wciąż czeka na sądy i na Sejm.
Co z tego wynika dla posiadacza kredytu gotówkowego
Piątkowy raport nie zmienia sytuacji prawnej żadnej konkretnej umowy — zmienia rangę zjawiska. Dla kredytobiorcy, który spłaca albo spłacił kredyt gotówkowy, konsolidację lub pożyczkę z prowizją doliczoną do kapitału, sprawa rozpada się na trzy niezależne pytania.
Pierwsze: czy bank naliczał odsetki od skredytowanych kosztów. Po C-744/24 ta konstrukcja straciła ochronę, co widać w korektach wyników Aliora, Pekao, Millennium, Erste, ING i BNP. Otwiera to drogę do żądania zwrotu nadpłaconych odsetek — bez przesądzania o czymkolwiek więcej.
Drugie: czy w umowie jest naruszenie z katalogu art. 45, czy kwota mieści się w 255 550 zł i czy nie upłynął roczny termin. To jest właściwa sankcja kredytu darmowego — i o niej nie rozstrzyga ani raport KNF, ani korekta w wynikach banku, ani statystyka pozwów, tylko sąd w konkretnej sprawie. Na razie w większości spraw sądy przyznają rację bankom.
Trzecie: WIBOR — ale tylko dla posiadaczy hipotek złotowych. To odrębny spór o oprocentowanie zmienne, na jeszcze wcześniejszym etapie orzecznictwa, i 3,1 tys. spraw z raportu KNF dotyczy właśnie jego, nie darmowych kredytów.
Nadzór obawia się wolumenu, nie pojedynczej raty. Banki pokazały dotąd koszt korekty odsetek, nie koszt masowej sankcji. Resort sprawiedliwości szykuje gradację, od której — zdaniem samej KNF — zależy, czy ryzyko systemowe kiedykolwiek zamieni się w kwoty w bilansach. Piątek 28 sierpnia 2026 r. zmienił etykietę na mapie ryzyka państwa. Harmonogramu żadnego kredytu jeszcze nie przeliczył.
Zastrzeżenie
Tekst ma charakter informacyjny i publicystyczny. Nie stanowi porady prawnej ani rekomendacji złożenia oświadczenia o sankcji kredytu darmowego
