49 miliardów złotych zysku netto — o niemal 22 proc. (8,8 mld zł) więcej niż rok wcześniej — i ponad 2,1 biliona złotych depozytów sektora niefinansowego. Takie liczby o 2025 r. podaje Komisja Nadzoru Finansowego w opublikowanej w piątek „Informacji o sytuacji sektora bankowego”. W tym samym raporcie pada jednak zdanie, które banki będą cytować w każdej rozmowie o frankach: niepewność co do kierunku orzecznictwa wygasła.
Trzeba ten dokument czytać w całości, bo KNF mówi w nim dwie rzeczy naraz. Po pierwsze: ryzyko frankowe stało się policzalne, a rezerwy na ryzyko prawne portfela walutowego spadły — stąd m.in. rekordowy wynik. Po drugie: w samym modelu rozliczeń nadal wygrywają kredytobiorcy. Komisja pisze wprost o wysokiej skuteczności ich powództw, o nieważności umowy jako dominującym modelu i o ograniczonych roszczeniach banków po unieważnieniu. Kto sprzedaje piątkowy raport jako „koniec problemu frankowego”, sprzedaje połowę dokumentu.
Skąd rekordowy zysk: wynik odsetkowy i niższe rezerwy frankowe
W Informacji o sytuacji sektora bankowego w 2025 roku Komisja wskazuje dwa źródła poprawy wyniku: wzrost wyniku odsetkowego oraz niższe rezerwy na ryzyko prawne mieszkaniowych kredytów walutowych — czyli pieniądze, które banki odkładają na przegrane procesy i ugody frankowe. Depozyty sektora niefinansowego przekroczyły na koniec 2025 r. 2,1 bln zł (wzrost o niemal 9 proc. rok do roku), z czego ponad 69 proc. przypada na gospodarstwa domowe.
Zasadniczą zmianę względem poprzednich lat KNF opisuje tak: niepewność wygasła, bo podejście sądów do sporów o kredyty walutowe się ukształtowało. Koszty rozstrzygnięć i ugód pozostają istotne, ale są przewidywalne. Mówiąc prościej — bank wie już, ile mniej więcej zapłaci. A kredytobiorca wie, że linia orzecznicza nie wraca do czasów, gdy sądy uznawały, iż „umowa stoi, bo bank miał prawo”.
„Wysoka skuteczność powództw kredytobiorców” — to zdanie zostaje w raporcie
Utrwalona linia orzecznicza, wzmocniona kolejnymi rozstrzygnięciami TSUE i Sądu Najwyższego potwierdza dominujący model rozliczeń oparty na nieważności umów oraz ogranicza możliwość dochodzenia przez banki roszczeń wynikających z unieważnienia umowy, co w praktyce przekłada się na wysoką skuteczność powództw kredytobiorców.
To nie jest język kancelarii reprezentującej kredytobiorców — to język nadzoru finansowego. Dominujący model rozliczeń: nieważność umowy. Roszczenia banków po unieważnieniu: ograniczone. Skuteczność powództw klientów: wysoka. W latach 2022–2024 ryzyko frankowe było dla banków funkcją niepewności; w 2025 r., jak pisze KNF, stało się w dużym stopniu policzalne i weszło do modeli zarządzania ryzykiem.
Komisja nie twierdzi przy tym, że koszt zniknął. Materializacja ryzyka — czyli moment, w którym rezerwy zamieniają się w realne wypłaty — nadal generuje znaczące obciążenia: korekty, koszty sporów, ugody. Widać jednak pierwsze oznaki zbliżania się do szczytu: mniej kredytów w sporze, stopniowy spadek nowo zawiązywanych rezerw w części banków, rosnąca rola rozwiązań polubownych. Dla kredytobiorcy to dwa komunikaty w jednym akapicie: bank ma mniejszą niewiadomą w bilansie, ale nigdzie nie pada zapowiedź, że sądy zaczną oddalać pozwy. Linia, która chroni klientów, jest na tyle ustalona, że nadzór nazywa ją policzalną.
139 tysięcy kredytów w sporze — o 16,2 proc. mniej niż rok wcześniej
Na koniec 2025 r. sporem sądowym objętych było 139 tys. kredytów we frankach szwajcarskich i euro — o 26,9 tys. (16,2 proc.) mniej niż na koniec 2024 r. Dane obejmują zarówno kredyty wciąż spłacane, jak i te już zamknięte. Łączna wartość przedmiotu sporu spadła w skali sektora o 3,6 mld zł (5,1 proc.). W bilansach banków i oddziałów instytucji kredytowych pozostawało ok. 115 tys. kredytów mieszkaniowych powiązanych z frankiem i 62 tys. powiązanych z euro, a wartość korekt i rezerw na ryzyko prawne wyniosła 55,6 mld zł — o 6,2 mld zł (10 proc.) mniej niż rok wcześniej.
Spadek liczby spraw i rezerw nie oznacza, że pozwy przestały mieć sens. Oznacza, że część portfela wyszła już ze sporu — wyrokiem, ugodą albo spłatą — a banki ostrożniej dokładają nowe rezerwy, skoro koszty umieją policzyć. „Punkt maksymalnego natężenia”, o którym pisze KNF, to określenie fazy cyklu w skali sektora, nie prognoza dla żadnej konkretnej sprawy.
Rekordowy zysk banków i wygrane frankowiczów to nie sprzeczność
Serwisy finansowe opisują piątkowy raport hasłem odbicia po latach frankowej niepewności. To uczciwy skrót tylko wtedy, gdy nie gubi się zdania o skuteczności powództw. Mechanizm jest bowiem jednym łańcuchem: zysk 49 mld zł rośnie m.in. dlatego, że rezerwy frankowe są niższe; rezerwy są niższe, bo ryzyko stało się policzalne; a policzalne stało się dlatego, że sądy i TSUE utrwaliły model nieważności — na korzyść kredytobiorców. Bank księguje przewidywalny koszt, a kredytobiorca ma za sobą linię orzeczniczą, która ten koszt uzasadnia.
W tym układzie ugoda jest dla banku narzędziem zarządzania portfelem, nie gestem dobrej woli. Dla kredytobiorcy pozostaje tym, czym była: ofertą do porównania z rozliczeniem po unieważnieniu umowy według teorii dwóch kondykcji — czyli zasady, że każda strona zwraca drugiej to, co od niej otrzymała: klient kapitał, bank wszystkie pobrane raty i opłaty.
Czy w 2026 r. nie jest już za późno na pozew?
Spadek liczby kredytów w sporze bywa odczytywany jako sygnał, że „pociąg odjechał”. Z raportu wynika coś innego. Statystyka spada, bo sprawy się kończą, a nie dlatego, że nowych nie można zakładać — skala rozliczeń polubownych też jest ogromna: według poprzedniej edycji tego samego raportu do końca 2024 r. banki podpisały 134 tys. ugód frankowych dla portfela wartego 22,9 mld zł. Prawo do kwestionowania wadliwej umowy nie wygasa z powodu trendu w statystykach nadzoru; raport KNF obejmuje zresztą także kredyty już spłacone, które również bywają przedmiotem sporu.
Osobną kwestią są terminy przedawnienia poszczególnych roszczeń — te zawsze liczy się indywidualnie, od dat i zdarzeń w konkretnej sprawie, i to jest pierwszy element profesjonalnej analizy umowy. Sama „Informacja” KNF żadnych terminów nie wyznacza i nie skraca.
Czego bank może żądać po unieważnieniu umowy
Fraza raportu o „ograniczonej możliwości dochodzenia przez banki roszczeń” ma konkretne orzecznicze zaplecze. W wyroku z 15 czerwca 2023 r. w sprawie C-520/21 TSUE przesądził, że bank nie może żądać od konsumenta wynagrodzenia za korzystanie z kapitału po unieważnieniu umowy z powodu nieuczciwych warunków — bo przedsiębiorca nie może czerpać korzyści z własnych naruszeń. W praktyce rozliczenie po nieważności sprowadza się więc do zwrotu wzajemnych świadczeń: bank odzyskuje wypłacony kapitał, kredytobiorca — wszystko, co zapłacił ponad ten kapitał, wraz z należnymi odsetkami za opóźnienie.
To właśnie ta konstrukcja sprawia, że nadzór pisze o wysokiej skuteczności powództw: przy utrwalonej nieważności i zamkniętej drodze do „wynagrodzenia za kapitał” wynik ekonomiczny sporu jest dla banku przewidywalnie niekorzystny — i przewidywalnie korzystny dla klienta, który wygrywa. Stąd rosnąca rola ugód: bank woli zapłacić mniej i szybciej, niż więcej po latach procesu.
Sankcja kredytu darmowego i WIBOR: nowe ryzyka obok franków, nie zamiast nich
W tym samym raporcie Komisja odnotowuje, że spektrum ryzyka prawnego w 2025 r. się poszerzało — o spory dotyczące sankcji kredytu darmowego i WIBOR-u. Oba obszary, zastrzega, pozostają na umiarkowanym poziomie skali i nie generują obecnie wysokich kosztów dla sektora, a dalszy trend zależy od wyroków TSUE w sprawach z polskich pytań prejudycjalnych.
Liczby wyglądają następująco. Spraw o sankcję kredytu darmowego — czyli mechanizm, po którym kredytobiorca zwraca bankowi wyłącznie pożyczony kapitał, bez odsetek i prowizji — toczyło się na koniec 2025 r. ponad 21,6 tys., o ponad 1,5 tys. więcej niż rok wcześniej, przy wartości przedmiotu sporu 694 mln zł; KNF traktuje ten obszar jako rosnące ryzyko o potencjalnie istotnych konsekwencjach kosztowych. Spraw o WIBOR było 3,1 tys. (wzrost o 413, czyli 15,5 proc. rok do roku), z wartością przedmiotu sporu ok. 750 mln zł — tu Komisja mówi o wczesnym etapie linii orzeczniczej i istotnej niepewności skutków. Te trzy obszary — franki, sankcja kredytu darmowego, WIBOR — to jednak osobne kategorie o zupełnie różnej skali i dojrzałości. Komisja ich nie sumuje i nie warto robić z nich jednego hasła „banki znów mają problem jak z frankami”.
Co z tego wynika przy kredycie walutowym
Dla osoby, która spłaca albo spłaciła kredyt powiązany z frankiem lub euro i prowadzi spór bądź go rozważa, piątkowy raport nie zmienia umowy — zmienia narrację. Bank może mówić: ryzyko jest w modelach, rezerwy spadają, sektor zarobił 49 mld zł. Kredytobiorca może otworzyć ten sam dokument i wskazać zdanie o wysokiej skuteczności powództw oraz nieważności jako dominującym modelu rozliczeń. Obie strony cytują tę samą Komisję.
Warto też pamiętać o obserwacji, którą praktyka rynkowa potwierdza od miesięcy: propozycje ugodowe składane po doręczeniu pozwu bywają wyraźnie lepsze od tych z ulotki, bo bank realnie liczy koszt sporu dopiero wtedy, gdy spór jest realny. Rekordowy zysk sektora tej arytmetyki nie zmienia — przeciwnie, utrwala ją po stronie banku jako koszt do zarządzania. A dla posiadaczy kredytów w euro, dolarze czy jenie raport niczego nie zamyka: programy ugodowe wciąż bywają skrojone pod franka, ale droga sądowa pozostaje otwarta na zasadach ogólnych.
Zastrzeżenie
Tekst ma charakter informacyjny i publicystyczny. Nie stanowi porady prawnej
