Spłacony kredyt we frankach to dla kredytobiorcy zwykle koniec tematu: raty nie schodzą, hipoteka wykreślona, dokumenty w szufladzie. Dla sądu to nie musi być koniec. Jeśli w umowie były niedozwolone postanowienia przeliczeniowe — klauzule, którymi bank sam ustalał kurs franka — rozliczenie stron może nastąpić także po ostatniej racie. Banki właśnie pokazały, jak bardzo to już działa: w prezentacji za II kwartał 2026 r. mBank podaje, że 89 proc. nowych pozwów frankowych dotyczy umów już spłaconych, a Bank Millennium w sprawozdaniu półrocznym wskazuje wśród nowych pozwów 60–70 proc. umów spłaconych lub skonwertowanych na złote.
Dlaczego spłata nie kończy sporu o klauzule abuzywne
Mechanizm jest prosty w logice i trudniejszy w emocjach. Gdy sąd uzna, że umowa kredytu powiązanego z frankiem zawierała niedozwolone postanowienia przeliczeniowe, skutek nie sprowadza się do zmiany raty na przyszłość. Przy nieważności umowy albo przy wyeliminowaniu abuzywnych klauzul powstaje rozliczenie wzajemnych świadczeń: kredytobiorca domaga się zwrotu tego, co wpłacił, bank może podnosić własne roszczenia, a zakres jednego i drugiego zależy od tego, jak sąd te świadczenia rozliczy. Moment ostatniej raty nie zeruje tych bilansów automatycznie.
Dlatego spłacony kredyt frankowy to nie to samo co roszczenie przedawnione. Spłata jest faktem wykonania umowy według harmonogramu. Przedawnienie to osobny zegar, rządzący się własnymi terminami. To także nie jest sankcja kredytu darmowego z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim — tamten mechanizm dotyczy kredytów konsumenckich i wad informacyjnych, a nie hipoteki frankowej i abuzywności klauzul. Inna podstawa, inna ścieżka, inny skutek.
W praktyce te dwa światy długo się nie spotykają. Kredytobiorca ma akt notarialny, wykreśloną hipotekę albo złożony wniosek o wykreślenie i poczucie, że przestał być frankowiczem. Bank w materiałach dla inwestorów i tak liczy tę umowę w puli spłaconych kredytów CHF, bo widzi w niej niezamknięte ryzyko prawne. Spotkanie następuje dopiero wtedy, gdy pada pytanie o zwrot świadczeń.
mBank: 89 proc. nowych pozwów dotyczy umów zamkniętych
W prezentacji wyników za II kwartał 2026 r. mBank zarejestrował 439 nowych pozwów frankowych, a udział spłaconych umów wśród tych nowych spraw wyniósł 89 proc. To wyraźny wzrost względem wcześniejszych okresów z tej samej prezentacji: w II kwartale 2025 r. było to 72 proc., w I kwartale 2026 r. — 83 proc. Kierunek nie budzi wątpliwości: nowe pozwy coraz częściej dotyczą kredytów, które klient już zamknął spłatą.
Zupełnie inaczej wygląda druga półka tej samej dekompozycji, czyli sprawy będące w toku. Tam udział spłaconych umów wynosi 29 proc. — na koniec czerwca 2026 r. było to 1 246 spraw spośród 4 291 postępowań frankowych w toku. Różnica nie jest sprzecznością: w portfelu spraw aktywnych siedzą starsze pozwy z czasów, gdy do sądu szli głównie kredytobiorcy z żywym harmonogramem. Struktura nowego napływu już jest inna niż struktura zaległości.
Trzecia liczba to 32 025 — pula spłaconych umów CHF w dekompozycji banku. To pula umów, a nie liczba pozwów, i nie znaczy, że wszystkie te osoby bank pozwały. Znaczy tyle, że mBank widzi u siebie dużą grupę zamkniętych umów, z której nadal wychodzą nowe sprawy. Dla kogoś, kto spłacił franka w mBanku, te trzy liczby układają się w jedną historię: 439 to tempo nowych pozwów w jednym kwartale, 89 proc. mówi, kogo te pozwy dotyczą, a 32 025 pokazuje, jak duży jest zbiór, z którego mogą się brać kolejne.
Millennium: 60–70 proc. wśród nowych, ale liczone inaczej
Bank Millennium w sprawozdaniu zarządu z działalności za pierwsze półrocze 2026 r. — części raportu okresowego, w której bank opisuje między innymi spory sądowe — rysuje obraz pokrewny, choć nie identyczny. Nowych pozwów frankowych było w II kwartale 697 wobec 889 w I kwartale, więc samo tempo napływu zwolniło. Zmienia się natomiast struktura: wśród nowych pozwów 60–70 proc. to umowy spłacone albo skonwertowane na złote, a wśród aktywnych roszczeń takich spraw jest około 30 proc.
Właśnie tu widać, dlaczego nie da się zrobić z tego jednej liczby dla całego rynku. U mBanku 89 proc. odnosi się do umów spłaconych. U Millennium przedział 60–70 proc. obejmuje spłacone albo skonwertowane, czyli szerszy koszyk, a mimo to wychodzi niżej. To dwa banki, dwie definicje i dwa różne kwartalne przekroje — nie jedna miara sektora.
Millennium podaje też inne półki: ponad 31 550 ugód narastająco i około 12 546 aktywnych roszczeń na koniec II kwartału 2026 r. Ta ostatnia liczba dotyczy samego Banku Millennium — do portfela przejętego po Euro Banku bank dolicza jeszcze blisko 2 tys. spraw, co daje ponad 14,5 tys. postępowań łącznie. Ugody i sprawy aktywne to przy tym dwie osobne kategorie: ugoda zamyka spór z częścią klientów, aktywne roszczenia to sprawy, które nadal wiszą w sądach. W obu przypadkach rośnie udział osób, których kredyt nie żyje już w harmonogramie, ale roszczenie o zwrot żyje w pozwie.
Skąd „90 proc.” i „ponad 40 tys.” — i co z tego potwierdzają banki
W obiegu rynkowym pojawiła się deklaracja, że około 90 proc. nowych pozwów w II kwartale 2026 r. dotyczy umów już spłaconych, a ponad 40 tys. byłych kredytobiorców Millennium i ponad 30 tys. mBanku wciąż może dochodzić roszczeń. Brzmi mocno i łatwo trafia do nagłówka. Problem w tym, że nagłówek potrafi zamienić szacunek w rzekomy fakt urzędowy, a to nie jest ani statystyka Komisji Nadzoru Finansowego, ani Ministerstwa Sprawiedliwości.
Po stronie mBanku „ponad 30 tys.” da się uczciwie oprzeć na prezentacji, bo pula spłaconych umów CHF wynosi 32 025 — z zastrzeżeniem, że to pula umów, nie lista osób gotowych iść do sądu. Po stronie Millennium liczby 40 tys. w takim brzmieniu w sprawozdaniu nie ma. Bank publikuje inne dane: 60–70 proc. wśród nowych pozwów, około 30 proc. wśród aktywnych roszczeń, ponad 31 550 ugód narastająco i około 12 546 aktywnych roszczeń. „Ponad 40 tys.” trzeba więc opisywać jako szacunek z rynku, a nie jako pozycję ze sprawozdania banku.
Ostrożne czytanie wygląda tak: rynkowe 90 proc. jest bliskie 89 proc. mBanku wśród nowych pozwów w II kwartale, ale rozjeżdża się z przedziałem 60–70 proc. u Millennium. Jedna liczba nie opisuje więc sektora. Opisuje jeden bank i jeden kwartał.
Co łączy 89 proc. i 60–70 proc.
Łączy je kierunek, a nie skala. Oba banki pokazują, że nowe pozwy coraz częściej dotyczą umów, które nie są już żywym kredytem. U mBanku to prawie dziewięć na dziesięć nowych spraw, u Millennium sześć–siedem na dziesięć. Wśród spraw starszych udział jest wyraźnie niższy — 29 proc. w mBanku, około 30 proc. w Millennium — bo strukturę ciągną w dół pozwy z poprzednich lat.
Dla inwestora to sygnał, że ryzyko prawne nie znika razem z wygaszaniem portfela hipotek. Dla kredytobiorcy sygnał jest inny i bardziej praktyczny: zamknięcie kredytu nie jest tym samym co zamknięcie sporu o klauzule abuzywne. Z danych nie wynika przy tym, że każdy spłacony frankowicz musi iść do sądu, że każda umowa jest nieważna ani że przedawnienie przestało obowiązywać. Wynika tyle, że banki same pokazują przesunięcie nowego napływu ku umowom zamkniętym.
Ustawa frankowa działa od sierpnia, ale spłaconym daje mniej niż spłacającym
Od 7 sierpnia 2026 r. obowiązuje ustawa frankowa — akt z 29 maja 2026 r., ogłoszony w Dzienniku Ustaw pod pozycją 985. Jej najgłośniejszy mechanizm polega na tym, że z chwilą doręczenia bankowi pozwu kredytobiorca z mocy prawa przestaje być zobowiązany do dalszej spłaty rat. Nie musi już składać osobnego wniosku o zabezpieczenie, bank nie może z tego powodu wypowiedzieć umowy ani przekazać informacji do BIK. Dla osoby, która wciąż spłaca, to zmiana realna i odczuwalna w domowym budżecie z miesiąca na miesiąc.
Dla kogoś, kto kredyt zamknął, ta sama zmiana jest warta zero. Nie ma rat do wstrzymania, nie ma zabezpieczenia, o które trzeba było wcześniej wnioskować, nie ma ryzyka wypowiedzenia umowy w trakcie procesu. Zostają usprawnienia procesowe, które ustawa wprowadza dla spraw frankowych: możliwość rozpoznania sprawy na posiedzeniu niejawnym, zdalne przesłuchania świadków i zeznania stron na piśmie. To działa na czas trwania sprawy, a nie na jej ekonomię w trakcie.
Praktyczny wniosek jest niewygodny dla obu grup naraz, ale w przeciwnych kierunkach. Kredytobiorca ze spłatą w toku dostał argument, żeby nie zwlekać, bo od doręczenia pozwu przestaje płacić. Kredytobiorca po spłacie takiego bodźca nie dostał — jego decyzja o pozwie nadal opiera się wyłącznie na treści umowy, kompletności dokumentów i terminach. I to jest jedno z możliwych wyjaśnień, dlaczego napływ nowych spraw u Millennium w II kwartale spadł, a jednocześnie coraz większy udział w nim mają umowy zamknięte: dwie grupy reagują na dwa różne zestawy bodźców.
Kredyt w euro albo dolarze zostaje poza ustawą
Ustawa obejmuje wyłącznie umowy denominowane lub indeksowane do franka szwajcarskiego. Kredyty w euro i w dolarze, choć bywają zbudowane na tym samym schemacie przeliczeniowym, ochrony ustawowej nie dostały — ani automatycznego wstrzymania rat, ani ułatwień proceduralnych zapisanych w tej ustawie. Kto ma taki kredyt, wraca do ścieżki sprzed sierpnia 2026 r.: pozew, osobny wniosek o zabezpieczenie i zwykły tryb postępowania.
Skala tego zbioru jest w bankowych raportach widoczna, choć niewielka na tle franków. mBank na koniec czerwca 2026 r. wykazywał 502 postępowania dotyczące kredytów w innych walutach, o 1,2 proc. więcej niż na koniec 2025 r. To rośnie znacznie wolniej niż część frankowa, ale wcale nie zanika. Dla posiadacza kredytu w euro albo w dolarze praktyczna różnica sprowadza się do tego, że sam mechanizm podważania umowy pozostaje ten sam, a ułatwienia, o których czyta w newsach o ustawie frankowej, jego nie obejmują.
Spłacony nie znaczy automatycznie przedawniony
Warto rozdzielić trzy rzeczy, bo w rozmowach mieszają się najczęściej. Spłata umowy jest wykonaniem świadczeń według harmonogramu i sama w sobie nie przesądza ani o abuzywności, ani o nieważności. Przedawnienie roszczeń o zwrot to osobna kwestia terminów i przerwania ich biegu — sam fakt, że ostatnia rata poszła w 2019 albo w 2023 r., nie oznacza automatycznie, że w 2026 r. nie ma już o czym rozmawiać. I trzecie: sankcja kredytu darmowego to inny spór, którego nie da się podstawić w miejsce rozliczenia frankowego po klauzulach abuzywnych.
Kto konwertował umowę na złote albo spłacił ją przed terminem, w statystyce Millennium trafia do tego samego koszyka „spłacone lub skonwertowane” wśród nowych pozwów. To nie czyni jego sprawy identyczną z innymi. Tłumaczy tylko, dlaczego bank łączy te historie, opisując strukturę nowych roszczeń.
Od kiedy liczy się przedawnienie po spłacie kredytu
To pytanie wraca najczęściej i najczęściej pada w nim błędne założenie: że zegar rusza od ostatniej raty. Orzecznictwo mówi co innego. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 10 czerwca 2021 r. w połączonych sprawach C-776/19–C-782/19 przyjął, że termin przedawnienia roszczeń konsumenta nie może biec od samego wykonania umowy, jeśli konsument nie wiedział wtedy o nieuczciwym charakterze jej postanowień. Sąd Najwyższy w uchwale z 7 maja 2021 r. (III CZP 6/21) powiązał początek biegu z chwilą, w której konsument rzeczywiście powziął albo mógł powziąć wiedzę o niedozwolonym charakterze klauzul.
Same terminy są dwa i zależą od tego, kiedy roszczenie powstało: dla roszczeń sprzed nowelizacji Kodeksu cywilnego z 2018 r. to dziesięć lat, dla późniejszych — sześć. Uchwała całego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego z 25 kwietnia 2024 r. (III CZP 25/22) ugruntowała przy tym rozliczenie stron według teorii dwóch kondykcji, czyli osobno roszczenia konsumenta i osobno banku, a bieg terminu roszczenia banku powiązała z momentem, w którym kredytobiorca zakwestionował związanie umową.
Co z tego wynika w praktyce dla kogoś po spłacie? Tyle, że data ostatniej raty jest ważną informacją, ale nie ona wyznacza koniec drogi — liczy się moment, w którym kredytobiorca dowiedział się albo mógł się dowiedzieć, że umowa zawiera wadliwe klauzule. Ocena tego momentu należy do sądu i bywa sporna w konkretnej sprawie, więc jedynego rozstrzygnięcia dla wszystkich tu nie ma. Punkt wyjścia jest jednak zawsze ten sam: umowa, aneksy i pełna historia spłat, a nie sam kalendarz.
Liczby z prezentacji i sprawozdań mówią o tym, kto dziś składa pozwy, a nie o tym, jak skończy się konkretna sprawa. 439 nowych pozwów w mBanku z 89-procentowym udziałem umów spłaconych i 697 w Millennium z udziałem 60–70 proc. to nie anegdota z jednej sali sądowej, tylko dane z bankowych materiałów za pierwsze półrocze 2026 r. Co z nich wynika dla pojedynczej umowy, rozstrzyga jej treść, historia spłaty i terminy — nie procent z prezentacji dla inwestorów.
Materiał informacyjny, nie porada prawna
