Frankowicze najważniejsze wiadomości

Opinia NBP dla SN. NBP murem za bankami. Jak to możliwe?

Do Sądu Najwyższego trafiły już stanowiska wszystkich instytucji, które zostały poproszone o wypowiedzenie się w sprawie 6 zagadnień prawnych, dotyczących rozwiązywania sporów na tle kredytów frankowych. Opinia NBP nie zaskoczyła frankowiczów, ani też banków. Zgodnie z przewidywaniami, NBP stoi murem za bankami. Jak to możliwe gdy orzecznictwo, sądy, Kancelarie Frankowe i instytucje publiczne jasno wskazują, że Frankowicze w sporze z bankami mają racje?

W treści stanowiska dla SN oraz w opublikowanym w czerwcu „Raporcie o stabilności systemu finansowego” pełno jest danych liczbowych, obrazujących jakie negatywne konsekwencje dotkną sektor bankowy i całą gospodarkę w razie przyjęcia rozstrzygnięć, których oczekują frankowicze.

Zawarte w obu dokumentach wyliczenia sugerują znaczący spadek wyników finansowych banków, niedobory kapitałowe, a nawet zagrożenie dla całego systemu finansowego. Czy te katastroficzne wizje nie są przypadkiem próbą naciągania rzeczywistości i desperackiej próby ratowania przez NBP banków przed skutkami przegranych procesów sądowych?

Jakie stanowisko zajęło NBP w sprawie 6 pytań SN?

Opinia NBP sporządzona na użytek SN bazuje w dużej mierze na argumentach czysto ekonomicznych. W nieznacznym stopniu odnosi się natomiast do kwestii prawnych. Zarówno NBP, jak i druga instytucja odpowiedzialna za stabilność systemu finansowego – KNF zgodnie uznały, że obciążenia, które ponoszą od wielu lat frankowicze nie są wynikiem sposobu ustalania przez banki kursu, w ramach tzw. klauzuli przeliczeniowej. Winą za sytuację kredytobiorców frankowych obarczane są czynniki zewnętrzne, a zwłaszcza kryzys finansowy z 2008 roku i uwolnienie kursu franka przez bank centralny Szwajcarii w styczniu 2015 roku. Oba zdarzenia wpłynęły na nieprzewidzianą przez banki aprecjację kursu CHF.

Sugerowane rozwiązanie – implementacja kursu średniego NBP

NBP przyznaje, że banki zarabiały przez lata na spreadzie, jednak uważa że sytuację tę da się naprawić, stosując inny – niż zawarty w tabelach banków – kurs przeliczeniowy. Przy tym, rekomenduje że najlepszym wyjściem byłaby implementacja do umów kredytowych średniego kursu NBP.  Taka operacja oznaczałaby minimalną ingerencję w treści umów, pozostawienie pierwotnej konstrukcji kredytów walutowych, ale przede wszystkim stosunkowo niskie koszty dla sektora bankowego (strata na poziomie 8,8 mld zł i utrata 3% funduszy własnych).

Przeczytaj: Komu PKO BP proponuje ugody? I na jakich warunkach?

Nie dla „złoty na LIBOR-ze”

Bank centralny, odpowiadając na drugie i trzecie pytanie SN dotyczące kontynuowania umowy w sytuacji niemożności ustalenia wiążącego obydwie strony kursu, stanowczo wypowiedział się przeciwko tzw. „złotemu na LIBOR-ze”.

NBP uważa, że przekształcenie kredytów w złotówkowe z oprocentowaniem LIBOR charakterystycznym dla kredytów walutowych, prowadziłoby do nieuprawnionego uprzywilejowania frankowiczów względem kredytobiorców złotówkowych. Ci drudzy spłacają bowiem kredyty oprocentowane według stawki referencyjnej WIBOR, która kształtuje się na znacznie wyższym poziomie niż LIBOR.

Ponadto, NBP zauważa, że w praktyce obrotu gospodarczego nieznana jest konstrukcja kredytu z oprocentowaniem właściwym dla innej waluty niż ta, w której określona jest główna należność. W tym miejscu można zadać pytanie, czy opracowując przed laty wadliwe umowy banki brały pod uwagę to, że konstrukcja tych kredytów jest sprzeczna z definicją umowy kredytowej zawartą w Prawie bankowym? Cechą umowy kredytowej jest to, że kredytobiorca ma oddać bankowi pożyczoną sumę środków (kapitału) a nie więcej i od początku zna wartość zobowiązania.

Bank centralny przeciwny przedawnieniu roszczeń, za wynagrodzeniem dla banków

NBP stanowczo opowiada się przeciwko biegowi przedawnienia roszczeń banku od momentu zawarcia umowy. Według przytoczonych danych, w tej sytuacji frankowicze osiągnęliby nieuprawnione zyski w wysokości nawet 9% PKB za rok 2020. Przyjęcie przez sądy takiego rozstrzygnięcia obligowałoby banki do zwrotu kredytobiorcom spłaconych rat kredytowych, tymczasem roszczenia banków dotyczące wypłaconych sum kredytu ulegałyby przedawnieniu. Tak więc kredytobiorcy nie musieliby bankowi oddawać nawet złotówki.

Odnosząc się do szóstego pytania sformułowanego przez sędziów SN, NBP zajął – tak jak to zostało przewidziane – stanowisko zgodne z interesami banków. Uznał on, że w sytuacji unieważnienia przez sąd umowy lub uznania jej za bezskuteczną, bankom należy się wynagrodzenie za korzystanie przez kredytobiorcę z udostępnionego kapitału. Wedle sugestii NBP, wysokość wynagrodzenia powinna bazować na stopie procentowej WIBOR stosowanej w kredytach złotowych, powiększonej o marżę banku.

Czy czarny scenariusz rzeczywiście grozi bankom?

Dokumenty przygotowane przez instytucje odpowiedzialne za stabilność systemu finansowego jednoznacznie opowiadają się za prymatem stabilności systemu nad interesem kredytobiorców frankowych.

W ich treści trudno doszukiwać się kwestii ochrony konsumentów przed nieuczciwymi zapisami w umowach, którą nakazuje unijna Dyrektywa 93/13. Rola banków w doprowadzeniu do obecnego dużego ryzyka prawnego związanego z portfelami kredytów walutowych jest marginalizowana.

A przecież, to nie kto inny tylko banki były autorami konstrukcji umów kredytowych powiązanych z kursem franka. Co więcej, masowo ich udzielały pomimo wydania w 2006 roku przez nadzór bankowy Rekomendacji S, nakazującej ograniczenie akcji udzielania kredytów walutowych.

Obecnie banki i stojące za nimi instytucje chętnie posługują się argumentami, że to frankowicze są winni swojej sytuacji, bo chcieli płacić za kredyt mniej niż kredytobiorcy złotowi.

W obronę bierze się natomiast banki, które – pomimo ostrzeżeń – nadal sprzedawały kredyty w CHF, przyciągając na swoją stronę klientów rzekomo atrakcyjnym dla nich produktem. Czy obrona tej części banków nie jest działaniem niesprawiedliwym wobec pozostałych instytucji finansowych, które takich kredytów nie sprzedawały?

Trudno się oprzeć wrażeniu, że liczby obrazujące skalę strat banków i dramatyczny spadek funduszy własnych są przejaskrawione. Wydaje się, że jest to próba oddziaływania na emocje sędziów i celowy zabieg wsparcia banków w sytuacji, gdy przegrywają w sądach zdecydowaną większość spraw. Ze statystyk gromadzonych przez Stowarzyszenie SBB wynika, że w pierwszym półroczu br. frankowicze wygrali 98% spraw w I instancji (565 wygranych spraw, 12 przegranych) i uzyskali 100% korzystnych prawomocnych wyroków (37 spraw).

Jeśli z naszego tekstu dowiedziałeś się czegoś ciekawego POLUB NASZ PROFIL NA FACEBOOKU – FRANKOWICZE WIADOMOŚCI dla Ciebie to tylko kliknięcie, dzięki któremu zawsze będziesz miał dostęp do najnowszych informacji w sprawach frankowiczów, a dla nas zachęta do dalszego tworzenia pomocnych treści. Dziękujemy!