Bank Millennium od lat zmaga się z kosztowną sagą frankową – i nawet rekordowe zyski z innych obszarów nie są w stanie jej przyćmić. W pierwszym półroczu 2025 r. bank znów musiał wydać fortunę na kredyty we frankach, czyli na rezerwy, ugody i przegrane procesy z klientami. Mimo to frankowicze nie odpuszczają: w sądach wciąż walczą tysiące klientów, a szykowane przez rząd nowe przepisy mogą sprawić, że pozwów znów przybędzie. Oto konkrety, które pokazują skalę problemu.
Miliardowe rezerwy zjadają zyski banku
Według najnowszego raportu finansowego Banku Millennium, koszty ryzyka prawnego hipotek frankowych pochłonęły w I połowie 2025 r. aż 1,167 mld zł (po opodatkowaniu) – to wciąż kolosalna kwota, choć o 28% mniejsza niż rok wcześniej. Mimo spadku obciążeń, bank nadal odczuwa ich ciężar: w samym II kwartale 2025 r. franki “kosztowały” go netto 619 mln zł, czyli około dwie trzecie całego kwartalnego zysku. Nic dziwnego, że wynik półroczny Millennium (511 mln zł netto) mógłby być niemal trzykrotnie wyższy, gdyby wyłączyć wpływ problematycznych kredytów walutowych. Zarząd ujawnił, że bez obciążeń frankowych zysk za półrocze sięgnąłby nawet 1,605 mld zł – to znaczy, iż bieżące koszty “frankowe” uszczupliły potencjalny wynik o ponad 1,1 mld zł, czyli prawie 70%. Innymi słowy, gdyby nie spory z klientami o kredyty indeksowane kursem franka, bank biłby dziś rekordy rentowności.
Tak duże obciążenia zmusiły bank do odłożenia astronomicznych rezerw. Do tej pory Bank Millennium zawiązał łącznie około 10,6 mld zł rezerw na ryzyko prawne kredytów we frankach, z czego 7,4 mld zł wciąż czeka w bilansie na pokrycie przyszłych wypłat dla klientów. Rezerwy te rosły w zawrotnym tempie – tylko w pierwszych sześciu miesiącach 2025 r. bank dorzucił kolejne ~920 mln zł na swój portfel frankowy (oraz ~98 mln zł na portfel przejęty z Euro Banku). Co ważne, ogromna pula odłożonych środków jest na bieżąco konsumowana: w ciągu ostatnich 12 miesięcy Millennium zużyło aż 2,1 mld zł rezerw na pokrycie prawomocnie zakończonych spraw i ugód. Łącznie już ponad 3 mld zł trafiło do kieszeni frankowiczów – tyle bank musiał realnie wypłacić klientom w wyniku przegranych spraw, zwrotów nadpłaconych rat, odsetek za opóźnienie oraz pokrycia kosztów sądowych. Dla zobrazowania skali: rezerwy przeznaczone na ten cel przekroczyły wartość pozostałego portfela frankowego Banku Millennium aż o 42%.
Tysiące pozwów kontra dziesiątki tysięcy ugód
Skala pozwów frankowych wciąż jest ogromna, ale widać pierwsze oznaki hamowania lawiny. Z jednej strony bank intensywnie zawiera ugody z klientami, z drugiej – tempo napływu nowych spraw sądowych zaczęło nieco spadać. Do połowy 2025 r. Millennium podpisało już ponad 28 tysięcy ugód z frankowiczami, co odpowiada mniej więcej 46% wszystkich aktywnych umów frankowych z czasów przed rozpoczęciem programu ugód. Innymi słowy, niemal połowa zadłużonych klientów poszła na kompromis – najczęściej przewalutowując kredyt na złotówki na preferencyjnych warunkach albo uzyskując częściowe umorzenie długu w zamian za wycofanie pozwu.
Liczba świeżo składanych pozwów również już nie przypomina rekordów z poprzednich lat. W II kwartale 2025 r. przybyło około 1029 nowych spraw przeciw Millennium, podczas gdy średnio w 2024 r. było to ok. 1460 pozwów na kwartał. – “W II kw. mieliśmy najniższy kwartalny napływ nowych pozwów od czterech lat. Był niższy niż liczba ugód” – przyznał wiceprezes Banku Millennium Fernando Bicho, komentując zmieniające się trendy. Potwierdza to, że frankowicze zaczęli odpuszczać część roszczeń – część klientów zniechęciły długie kolejki w sądach, a inni skusili się na ugody. Co ważne, bank sygnalizuje też poprawę efektywności: w ostatnich kwartałach liczba nowych ugód konsekwentnie przewyższa liczbę nowych pozwów, co pozwala “gasić” konflikty szybciej, niż pojawiają się kolejne.
Mimo to wcale nie można ogłosić końca wojny na linii bank-klienci. Pozwy nadal napływają, a łączna liczba spraw w toku pozostaje bardzo duża. Na dzień 30 czerwca 2025 r. Bank Millennium miał w sądach około 20 294 indywidualnych pozwów dotyczących własnych umów kredytowych oraz dodatkowo 2 305 pozwów odnoszących się do portfela przejętego po dawnym Euro Banku. Razem daje to blisko 22,6 tys. toczących się postępowań. Warto dodać, że statystyka ta obejmuje wyłącznie sprawy klientów przeciw bankowi – nie licząc pozwów zbiorowych (których w przypadku Millennium jest niewiele) ani powództw, gdzie to bank pozywa klientów np. o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Co jednak kluczowe, coraz więcej procesów kończy się już na etapie pierwszej instancji, bo bank… nie zawsze składa apelacje od niekorzystnych wyroków. Innymi słowy, Millennium zaczyna poddawać się bez dalszej walki w części spraw, co dodatkowo skraca drogę klienta do prawomocnej wygranej.
Frankowicze wygrywają setki tysięcy na unieważnieniach
Dlaczego klienci tak tłumnie poszli do sądów? Statystyki mówią same za siebie: banki w Polsce wygrywają zaledwie około 3% spraw frankowych, cała reszta kończy się sukcesem klientów. Nie inaczej jest w Millennium – zdecydowana większość prawomocnych wyroków przeciw temu bankowi unieważnia umowy kredytowe. W praktyce oznacza to, że frankowicze odzyskują wszystkie zapłacone raty, a bank traci przyszłe odsetki i musi oddać odsetki ustawowe za opóźnienie oraz koszty procesu. Każdy unieważniony kredyt generuje dla kredytobiorcy znaczną “korzyść” finansową.
Konkrety? Prawomocne wyroki pokazują, że stawką bywają setki tysięcy złotych na korzyść pojedynczego kredytobiorcy. Przykładowo, małżeństwo posiadające kredyt frankowy w Millennium z 2006 r. wywalczyło w sądzie unieważnienie umowy, na czym zyskało ok. 154 tys. zł “na czysto”. Sąd Okręgowy w Warszawie stwierdził nieważność tej umowy, a bank musiał zwrócić klientom wszystkie wpłacone raty (część w złotych, część w CHF) wraz z odsetkami za opóźnienie, podczas gdy kredytobiorcy rozliczają się z bankiem już tylko z otrzymanego kapitału.
W innym przypadku ten sam bank przegrał sprawę o kredyt z 2008 r., również przed Sądem Okręgowym w Warszawie – tym razem kredytobiorca “zarobił” aż 243 tys. zł na unieważnieniu umowy. Co ciekawe, Bank Millennium nie wniósł apelacji w obu tych sprawach, więc wyroki uprawomocniły się już po I instancji. Dane te pochodzą ze strony kancelarii adwokata Pawła Borowskiego, która reprezentowała klientów i chwali się coraz częstszymi przypadkami, gdy Millennium odpuszcza apelacje i godzi się z przegraną od razu po wyroku sądu okręgowego.
Nowa ustawa frankowa – kolejna fala pozwów?
Choć frankowy bój zdaje się powoli wygasać, niewykluczone, że największe emocje dopiero przed nami. Ministerstwo Sprawiedliwości forsuje bowiem projekt tzw. ustawy frankowej, która ma specjalnymi przepisami przyspieszyć postępowania sądowe w tych sprawach. Najnowsza wersja projektu zakłada m.in. wstrzymanie z mocy prawa obowiązku spłacania rat kredytu na czas trwania procesu – dzięki czemu pozywający frankowicze mogliby przestać płacić bankowi już od momentu złożenia pozwu, nie czekając na prawomocny wyrok. Planowane są też rozwiązania mające skrócić rozpoznawanie spraw w sądach okręgowych i apelacyjnych, by klienci nie musieli czekać latami na finał sporu.
Eksperci alarmują jednak, że takie ułatwienia mogą zachęcić kolejne rzesze dłużników do wejścia na drogę sądową. Ministerstwo Finansów ostrzega w swojej opinii, że łatwiejszy i szybszy proces może skłonić wielu niezdecydowanych frankowiczów do pozwu zamiast ugody. Dotyczy to również osób, które dawno spłaciły swoje kredyty – one także mogą ruszyć po sądową wygraną, skoro nowa ustawa ułatwi walkę o unieważnienie umowy. Taki scenariusz oznaczałby zahamowanie obecnego procesu ugód i kolejną falę pozwów przeciw bankom. Perspektywa ekspresowego, korzystnego unieważnienia długo spłacanego kredytu (na dodatek z zawieszeniem rat) z pewnością będzie dla wielu kredytobiorców bardzo kusząca. Saga frankowa jeszcze się więc nie kończy – a Bank Millennium musi być gotowy, że frankowicze wciąż będą walczyć o swoje, żądając od banku jeszcze więcej.

