Kredyty we frankach i Frankowicze w 2025 to ostatni dzwonek na pozew. Dlaczego teraz albo nigdy?

Teraz albo nigdy – frankowicze stają przed wyborem, który może zaważyć na ich finansowej przyszłości. Mimo że w pierwszej połowie 2025 r. do sądów wpłynęło już „tylko” ok. 25,5 tys. pozwów w sprawach frankowych – 36,5% mniej niż rok wcześniej (gdy było ich blisko 40 tys.) – eksperci wskazują, że to właśnie teraz jest najlepszy moment, by pozwać bank. Spadek liczby nowych spraw nie oznacza końca walki, lecz świadczy o tym, że większość zdecydowanych kredytobiorców już podjęła działania, a na placu boju zostali ostatni, niezdecydowani frankowicze. Ci, którzy zwlekają, muszą zdać sobie sprawę, że zwłoka może ich pozbawić życiowej szansy na odzyskanie pieniędzy oraz bezpieczeństwa finansowego. Linia orzecznicza jest dziś stabilna i skrajnie korzystna dla klientów, sądy działają coraz szybciej, a wygrane w sądzie przekładają się na konkretne, ogromne zyski. Z kolei ugody bankowe – choć kuszące wizją szybkiego spokoju – często nadal okazują się nieopłacalne i zamykają drogę do dalszych roszczeń. Oto dlaczego frankowiczom opłaca się walczyć do końca i czemu 2025 to moment „teraz albo nigdy” w batalii o sprawiedliwość.

Teraz jest najlepszy moment, by pozwać bank

Paradoksalnie, zmniejszenie liczby nowych pozwów to sygnał, że pole bitwy się zawęża – na korzyść tych, którzy jeszcze nie wystąpili przeciw bankom. W I półroczu 2025 r. po raz pierwszy od lat napływ nowych spraw frankowych był mniejszy niż liczba spraw załatwionych. Sądy zaczynają nadrabiać zaległości, a lawina frankowych wygranych utorowała wyraźny szlak w orzecznictwie. Pozwów ubywa, bo wielu kredytobiorców już wygrało lub zawarło ugody, a banki prognozują, że najpóźniej do końca 2026 r. fala pozwów całkowicie opadnie. To oznacza jedno: właśnie teraz, zanim kurtyna opadnie, ostatni frankowicze mają otwarte szeroko drzwi do sądów. Jeśli nie wykorzystasz tej chwili, później może być za późno – nie dlatego, że stracisz prawo do pozwu (to wciąż przysługuje), ale dlatego, że tak sprzyjających warunków możesz już nie zobaczyć (rząd myśli nad ustawą frankową która jest oceniania negatywnie z punktu widzenia kredytobiorców). Dziś masz za sobą argumenty tysięcy wygranych spraw i jednoznaczne wytyczne płynące z wyroków. Każdy miesiąc zwłoki to prezent dla banku, który zyskuje czas, by zarobić na Tobie jeszcze trochę – albo przekonać Cię do mało korzystnej ugody. Im szybciej przejmiesz inicjatywę, tym większa szansa na pełen sukces.

Stabilna i korzystna linia orzecznicza daje pewność wygranej

Linia orzecznicza jest dziś ukształtowana jak nigdy wcześniej – i stoi murem za frankowiczami. Po latach sporów sądowych sytuacja się ustabilizowała na korzyść klientów. Statystyki są bezlitosne dla banków: w samym Banku Pekao w pierwszym półroczu 2025 r. zapadły 1 533 wyroki w sprawach frankowych i aż 98,8% z nich było przegranych przez bank. Wszystkie prawomocne orzeczenia w tych sprawach (178 przypadków) potwierdziły rację kredytobiorców. Podobnie jest w innych dużych bankach – w drugiej instancji banki praktycznie nie wygrywają już nic. Prawdopodobieństwo wygranej frankowicza szacuje się na ~99%. Mówiąc wprost: jeśli kredytobiorca wytrwa w sporze do końca ( nie da się namówić na ugodę), niemal na pewno uzyska unieważnienie umowy na drodze sądowej co jest najkorzystniejszym finansowo rozwiązaniem. Banki doskonale zdają sobie z tego sprawę – wiedzą, że znaleźły się pod ścianą. To klienci rozdają karty, mając za sobą wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE i utrwalone stanowisko polskich sądów. Presja jest dziś po stronie banków, które boją się kolejnych przegranych i związanych z nimi kosztów. W efekcie instytucje finansowe coraz częściej odpuszczają apelacje, nie chcąc pogarszać swojej sytuacji i generować dodatkowych kosztów. Dla frankowiczów to jasny sygnał: sąd to już prawie pewna wygrana, a nie loteria.

Sądy działają szybciej, wyroki zapadają sprawniej

Jeszcze niedawno frankowicze obawiali się wieloletnich batalii ciągnących się w nieskończoność. Dziś te obawy tracą aktualność – sądy znacząco przyspieszyły tempo rozpatrywania spraw frankowych. Coraz więcej procesów kończy się już po jednej rozprawie w pierwszej instancji. Sędziowie często potrzebują tylko przesłuchać kredytobiorców (a czasem nawet z tego rezygnują), po czym zamykają przewód i wydają wyrok. Pozew przeciw bankowi nie oznacza więc już długiej wojny na wyniszczenie. Wręcz przeciwnie – wiele spraw kończy się prawomocnie w ciągu 1,5–3 lat.

Przykładowo, w Gdańsku Sąd Okręgowy w 2025 r. unieważnił kredyt „frankowy” po zaledwie 1 roku i 8 miesiącach postępowania, przy czym odbyła się tylko jedna rozprawa. Bank nawet nie złożył apelacji, więc wyrok uprawomocnił się od razu – instytucja poddała się bez walki widząc, dokąd zmierza sprawa.

Nawet w Warszawie kredytobiorcy uzyskali prawomocny wyrok w 2 lata i 7 miesięcy, także po jednej rozprawie, bo PKO BP zrezygnował z apelowania. Takich wyroków znajdziemy wiele chociażby na stronie wyspecjalizowanej w sprawach frankowych kancelarii adwokata Pawła Borowskiego. Przy wielu z nich są adnotacje, że bank rezygnuje w walki i nie składa apelacji!

Takie tempo orzekania jeszcze kilka lat temu wydawało się nieosiągalne. Teraz stało się faktem: sądy sprawnie uwalniają frankowiczów od toksycznych umów, a banki coraz rzadziej rzucają im kłody pod nogi w postaci przeciągania postępowań. Dla wahających się klientów to cenna wiadomość – droga sądowa nie musi oznaczać drogi przez mękę.

Pozwy to realne, duże pieniądze dla frankowiczów

Za pozwem przemawiają nie tylko statystyki wygranych, ale też czysta ekonomia. Każdy wygrany proces to dziesiątki, a nierzadko setki tysięcy złotych korzyści dla kredytobiorcy. Gdy sąd stwierdza nieważność umowy frankowej, finansowy efekt dla klienta jest ogromny. Przykładowo, w jednej z prawomocnie zakończonych spraw przeciw PKO BP Sąd Okręgowy w Gdańsku zasądził bankowi zwrot ponad 223 tys. zł na rzecz kredytobiorców. Dług hipoteczny z dnia pozwu wynosił jeszcze 260 tys. zł, mimo wielu lat spłat, ale dzięki wyrokowi kredytobiorcy muszą oddać bankowi już tylko kapitał (~217 tys. zł) – reszta znika. Łączny zysk klientów to ok. 265 tys. zł – tyle „zarobili” na wygranej względem scenariusza, w którym musieliby dalej spłacać kredyt.

W innej sprawie z 2025 r. przeciw temu samemu bankowi korzyść wyniosła aż 386 tys. zł – bank zażądał od klientów zapłaty setek tysięcy zł niesłusznego długu, ale wyrok uwolnił ich od tego obowiązku i zagwarantował zwrot nadpłaconych rat. Takie kwoty zmieniają życie. Co ważne, sądy przyznają frankowiczom odsetki ustawowe za opóźnienie – obecnie to ok. 11% w skali roku – naliczane od kwot, które bank ma zwrócić. Innymi słowy, każdy miesiąc trwania procesu powiększa sumę, jaką ostatecznie odzyskasz.

Banki zaczynają przez to krwawić finansowo: sam PKO BP przyznał w raporcie, że musiał zwiększyć rezerwy o ponad 2,2 mld zł z powodu rosnących kosztów ugód i właśnie odsetek sądowych. Te liczby mówią same za siebie – pozew procentuje dosłownie, podczas gdy zwłoka gra na korzyść tylko jednej strony: banku.

Ugody kuszą, ale często się nie opłacają

Skoro jest tak dobrze w sądach, skąd spadek nowych pozwów? Część frankowiczów wybiera ugody – banki aktywnie je promują jako szybkie i „bezstresowe” rozwiązanie. W efekcie w pierwszym półroczu 2025 zaobserwowano wzrost liczby porozumień – np. Santander Bank Polska chwalił się, że do końca czerwca 2025 r. zawarł ponad 10 450 ugód frankowych, w tym 952 tylko w I połowie roku. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom. Frankowicze, którzy przeanalizowali proponowane ugody, alarmują, że są one często mało korzystne finansowo. Banki z reguły żądają przewalutowania kredytu po wysokim kursie CHF oraz zrzeczenia się przez klienta wszelkich roszczeń.

To oznacza, że klient oddaje bankowi bez walki niemal cały koszt ryzyka walutowego, zamykając sobie drogę do późniejszych pretensji. Nawet najbardziej “atrakcyjne” ugody są dalekie od korzyści, jakie daje unieważnienie kredytu przez sąd. Nic dziwnego, że mimo uruchomienia programów ugód wielu frankowiczów wciąż woli iść do sądu, wierząc – słusznie – że tam ugra więcej.

Co więcej, w praktyce banki najgorsze warunki proponują tym, którzy jeszcze pozwu nie złożyli. Z perspektywy banku, dopóki klient nie pozywa, dopóty można go zbyć minimum ustępstw. Wystarczy jednak wnieść pozew, a często ugoda magicznie staje się korzystniejsza – instytucja finansowa widzi determinację klienta i realne ryzyko przegranej, więc by ograniczyć straty bywa skłonna do większych ustępstw.

Mało tego: coraz częściej najlepsze oferty ugodowe trafiają do tych, którzy… wygrali już w I instancji. Bank po przegranej w sądzie często rezygnuje z apelacji i próbuje dogadać się z kredytobiorcą, licząc że ten dla świętego spokoju zrezygnuje z należnych mu odsetek i części roszczeń. Prawnicy ostrzegająjednak, że takie spóźnione propozycje rzadko są opłacalne – bank gra na zmęczenie klienta, podczas gdy do pełnej wygranej zostało niewiele.

Zawarcie ugody na tym etapie oznacza zazwyczaj utracenie przez frankowicza dziesiątek (a bywa, że i setek) tysięcy złotych odsetek, które w ugodzie przepadają. Krótko mówiąc: ugoda bywa pułapką, która bardziej chroni interes banku niż klienta. Jeśli bank nie oferuje Ci na piśmie warunków równoważnych z tym, co daje wyrok sądu, lepiej trzy razy się zastanów, zanim podpiszesz. Szybkie porozumienie może kusić zmęczonego kredytobiorcę, ale pamiętaj – spokój kupiony za bezcen może Cię drogo kosztować.

Nie przegap życiowej szansy na odzyskanie pieniędzy

Dla ostatnich niezdecydowanych frankowiczów wybija właśnie ostatni dzwonek. Wszystkie karty zdają się być po stronie klientów: orzecznictwo sprzyja im jak nigdy, sądy działają sprawnie, a banki są przyparte do muru. To historycznie wyjątkowa sytuacja, która może się nie powtórzyć. Banki robią wszystko, by zminimalizować straty – zachęcają do ugód, odwlekają, czasem straszą – ale to klienci trzymają w ręku niemal pewny wyrok na wagę setek tysięcy złotych.

Każdy frankowicz, który jeszcze nie podjął działań, stoi dziś przed wyborem: walczyć o swoje i z dużym prawdopodobieństwem wygrać finansową wolność, albo pozostać biernym (ewentualnie zgodzić się na połowiczne ustępstwa banku) i stracić być może niepowtarzalną okazję.

Pamiętajmy, że banki już przegrywają niemal 100% spraw – ta wojna w sądach ma tylko jednego faworyta. Jeśli więc masz jeszcze kredyt we frankach i wahania Cię paraliżują, spójrz na liczby i fakty: to frankowicze triumfują, a banki liczą straty.

Teraz Twój ruch. Pozew to nie ryzyko – to inwestycja we własny spokój i przyszłość, która może zwrócić się z nawiązką. Nie pozwól, aby strach lub zwłoka odebrały Ci życiową szansę na odzyskanie należnych pieniędzy. Ostatni frankowicze idą do sądów – czas do nich dołączyć, zanim kurtyna opadnie.

Frankowicz
Frankowicz
Poznaj najnowsze informacje ważne dla frankowiczów. Opinie wyrażone w tekście wyrażają osobiste poglądy autora

Najnowsze

Podobne artykuły

Unieważnienie WIBOR – Kancelaria WIBOR z doświadczeniem frankowym kluczem do sukcesu! Sprawdź liderów

Od kilku tygodni gorącym tematem w mediach jest unieważnianie postanowień umownych z WIBOR-em i obniżanie rat kredytów złotowych....

Frankowicze Getin Noble Banku zyskują większą szansę na odzyskanie pieniędzy po wyroku TSUE z 11 września 2025 r.?

11 września 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał przełomowy wyrok w sprawie C-687/23 (D.E. przeciwko Banco Santander), który...

Czy negatywna opinia w Google może skończyć się pozwem? Kancelarie frankowe kontra Frankowicze i fałszywe recenzje

Wielu kredytobiorców walczących w sądach o unieważnienie kredytów we frankach (tzw. frankowiczów) korzysta z pomocy wyspecjalizowanych kancelarii prawnych....

Opinia Rzecznika TSUE ws. WIBOR – czy WIBOR można teraz unieważnić w sądach?

W czwartek 11 września Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) Laila Medina przedstawiła długo oczekiwaną opinię w...