Darmowy kredyt, darmowe mieszkanie, chciwi prawnicy i Frankowicze? Manipulacja czy przygotowanie gruntu pod ustawę frankową

Na początku 2026 roku na portalu wyborcza.biz ukazał się artykuł (opublikowany 2.01.2026) sugerujący, że kredytobiorcy frankowi – tzw. frankowicze – „walczą teraz o darmowe mieszkanie, bo darmowy kredyt już mają”. Autor tekstu przekonuje, jakoby kancelarie frankowe celowo dążyły do przedawnienia roszczeń banków, co rzekomo ma skutkować tym, że frankowicze nie oddadzą nawet pożyczonego kapitału, a dodatkowo zarobią na odsetkach ustawowych. Taka narracja obarcza winą klientów i ich pełnomocników, sugerując ich przebiegłość i chciwość. Czy jednak rzeczywiście to konsumenci są tu stroną nadużywającą prawa, a banki – niewinnymi ofiarami? Poniższy komentarz stanowi polemiczną odpowiedź, wskazując rzeczywistych winowajców kryzysu frankowego oraz kontekst prawny pomijany w jednostronnych przekazach.

Na wstępie zaznaczyć należy, że frankowicze nieraz podkreślali na manifestacjach, że „nie oczekują litości, lecz żądają sprawiedliwości” od instytucji finansowych i wymiaru sprawiedliwości. Takie hasło trafnie oddaje istotę ich walki: chodzi o przywrócenie równowagi i ukaranie nadużyć, a nie o niezasłużone przywileje.

Banki ponoszą odpowiedzialność za kryzys frankowy

W debacie o kredytach frankowych kluczowe jest przypomnienie, kto stworzył wadliwy mechanizm tych umów. W latach 2004–2008 to banki masowo oferowały Polakom kredyty indeksowane lub denominowane do franka szwajcarskiego, kusząc niższym oprocentowaniem. Niestety, umowy te często zawierały klauzule niedozwolone (abuzywne) – np. dawały bankom jednostronną kontrolę nad kursem przewalutowania rat, przerzucały całe ryzyko kursowe na klienta i były przedstawiane w sposób nietransparentny. To właśnie te nieuczciwe zapisy stały się przyczyną kryzysu: gdy kurs franka drastycznie wzrósł, tysiące rodzin popadło w kłopoty finansowe.

Co istotne, taką ocenę potwierdziły już sądy – zarówno polskie, jak i europejskie. Przykładowo, Sąd Apelacyjny w Warszawie stwierdził w 2025 r., że stosowane przez bank klauzule walutowe i indeksacyjne były abuzywne i prowadziły do nieważności całej umowy. Innymi słowy, bank wbudował w umowę bezprawne postanowienia, które skutkują jej unieważnieniem. Również pełnomocnicy Rzecznika Finansowego podkreślają, że orzeczenie to potwierdza, iż klauzule stosowane przez bank od początku naruszały prawa konsumentów. Podobnych wyroków zapadły już dziesiątki tysięcy – polskie sądy powszechne wypracowały jednoznaczną linię orzeczniczą, korzystną dla kredytobiorców. Dla zobrazowania skali: w I kwartale 2024 r. frankowicze wygrali 97,5% spraw sądowych (4184 wyroki), z czego w ponad 97% przypadków sądy stwierdziły nieważność umowy kredytowej. Tak miażdżąca przewaga orzeczeń prokonsumenckich nie pozostawia wątpliwości: to banki ponosiły winę, oferując wadliwe prawnie produkty finansowe.

Frankowicze działają zgodnie z prawem – mechanizm stworzyły banki

Skoro to banki zawiniły, korzystając z niedozwolonych klauzul, prawo przewiduje dla konsumentów legalne środki ochrony. Frankowicze masowo udali się do sądów, domagając się unieważnienia umów i zwrotu niesłusznie pobranych świadczeń. Nie ma tu mowy o jakimkolwiek bezprawiu ze strony klientów – wręcz przeciwnie, realizują oni swoje uprawnienia gwarantowane przepisami krajowymi i unijnymi. Dyrektywa 93/13/EWG o ochronie konsumenta wprost wymaga, by przedsiębiorcy (tu: banki) nie korzystali na stosowaniu klauzul abuzywnych, a skutkiem ich zastosowania jest bezskuteczność takiego postanowienia, a nawet upadek całej umowy. Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w ostatnich latach jednoznacznie poparło kredytobiorców w sporach frankowych. W przełomowym wyroku TSUE z 15 czerwca 2023 r. (sprawa C-520/21) stwierdzono, że w razie unieważnienia umowy z powodu klauzul abuzywnych bankowi należy się jedynie zwrot kapitału (bez dodatkowych opłat za korzystanie z niego), natomiast konsument ma prawo żądać od banku zwrotu wszystkich zapłaconych rat wraz z odsetkami za opóźnienie. Co więcej, TSUE potwierdził, że frankowicz może domagać się od banku również naprawienia szkody poniesionej wskutek nieuczciwych działań kredytodawcy. Takie stanowisko wynika z fundamentów prawa konsumenckiego – to przedsiębiorca ma ponosić konsekwencje stosowania nieuczciwych praktyk, a nie konsument.

Wbrew sugestiom, jakoby frankowicze „kombinowali”, by nie oddać kapitału i jeszcze zarobić na pozwie, mechanizm rozliczeń wynika z przepisów i orzecznictwa, a nie z forteli prawników. To bank, konstruując wadliwą umowę, otworzył kredytobiorcy drogę do żądania zwrotu wpłaconych rat. Gdy sąd potwierdza nieważność kontraktu, strony powinny oddać sobie wzajemnie to, co świadczyły – konsument raty, bank kapitał. Polska praktyka sądowa ukształtowała się tak, że odbywa się to w dwóch odrębnych postępowaniach (tzw. teoria dwóch kondykcji). Nie jest winą frankowiczów, że bank – jako strona, która dopuściła się nieuczciwego zapisu – nie może sam pierwszy dochodzić zwrotu kapitału przed unieważnieniem umowy. Ta asymetria wynika z prawa chroniącego konsumenta: dopiero gdy klient wygra proces o unieważnienie, bank może w odrębnym pozwie zażądać zwrotu pożyczonej kwoty. Banki doskonale znały ten mechanizm i świadomie podjęły ryzyko, że zakwestionowanie klauzul przez klientów postawi je w niekorzystnej sytuacji. Innymi słowy – same stworzyły broń, która teraz obraca się przeciwko nim.

Warto podkreślić, że odsetki, które zyskają frankowicze za opóźnienie, nie są żadnym „prezentem” ani sprytnym zyskiem z niczego, lecz ustawową rekompensatą za to, że bank przez lata bezprawnie korzystał z pieniędzy klienta. Gdy umowa upada, kwoty wpłaconych rat stają się nienależnym świadczeniem po stronie banku – a jeśli zwraca je dopiero po kilku latach sporu, musi zapłacić odsetki ustawowe za ten okres zwłoki. Aktualnie takie odsetki w Polsce wynoszą ok. 9,5–10% rocznie, co faktycznie może dać znaczną sumę przy długotrwałym procesie. Jednak źródłem tej sytuacji jest zwłoka banku w zwrocie pieniędzy klientowi, a nie chciwość kredytobiorcy. Gdyby instytucje finansowe od początku postępowały uczciwie – albo przynajmniej po pierwszych wyrokach oferowały sprawiedliwe ugody – nie byłoby dziś mowy o „darmowych kredytach”.

Nasilający się atak medialny przed ustawą frankową

Narracja obwiniająca frankowiczów nasila się nieprzypadkowo właśnie teraz – tuż przed procedowaniem tzw. ustawy frankowej. Trwają prace legislacyjne nad systemowym rozwiązaniem sporu frankowego i sektor bankowy próbuje wpłynąć na kształt przepisów. Artykuły takie jak wspomniany tekst na Wyborcza.biz zdają się wpisywać w lobbing na rzecz korzystnych dla banków rozwiązań prawnych, w szczególności dotyczących sposobu rozliczeń po unieważnieniu umowy. Chodzi głównie o forsowanie teorii salda zamiast dotychczasowej zasady dwóch odrębnych roszczeń. Teoria salda oznaczałaby, że sąd w jednym postępowaniu automatycznie potrąci wzajemne należności – sumę wpłaconych rat z kwotą kapitału – i od razu zasądzi tylko różnicę na rzecz jednej ze stron. Taki model praktycznie wyeliminowałby ryzyko, że bank „przegapi” termin na kontrpozew i utraci możliwość odzyskania kapitału, co obecnie spędza sen z powiek bankowcom. Nic dziwnego, że w mediach pojawia się przekaz, jak to frankowicze liczą na darmowe mieszkanie kosztem banków – taki obraz ma uzasadnić wprowadzenie przepisów odcinających im tę rzekomą „nieuczciwą korzyść”.

Przyjrzyjmy się faktom: rządowy projekt ustawy frankowej trafił już do Sejmu jesienią 2025 r. i zakłada m.in. rozwiązania upraszczające rozliczenia między stronami. Najwięcej kontrowersji budzi art. 5 projektu, który daje bankom możliwość zgłoszenia potrącenia (czyli właśnie rozliczenia wg teorii salda) aż do zakończenia postępowania przed sądem II instancji. W praktyce oznacza to, że bank mógłby w ramach jednego procesu, zainicjowanego pozwem konsumenta, „rozliczyć” kontrakt – czyli odjąć od roszczeń klienta swoje roszczenie o kapitał. Skutkiem ubocznym – na co alarmująco wskazują prawnicy konsumentów – byłoby skasowanie należnych klientom odsetek za opóźnienie. Innymi słowy, frankowicz, który toczył proces 5–6 lat i zgodnie z obecnym prawem wywalczyłby np. kilkaset tysięcy złotych odsetek jako rekompensatę, po wejściu ustawy w życie mógłby zostać ich pozbawiony. Taki zapis oczywiście jest ogromnie korzystny dla banków, zdejmując z nich ciężar finansowy wieloletnich odsetek za zwłokę. Przedstawia się go opinii publicznej jako „usprawnienie postępowań” i „odciążenie sądów”, lecz w rzeczywistości to przede wszystkim ulga dla sektora bankowego kosztem konsumentów.

W tym kontekście nie dziwi, że w mediach obserwujemy wzmożony przekaz dyskredytujący frankowiczów. Retoryka „darmowych kredytów i mieszkań” próbuje zasiać zniechęcenie społeczne: przekonać opinię publiczną i decydentów, że ci kredytobiorcy już nazbyt skorzystali i należy im ukrócić dalsze profity. Jest to przekaz jednostronny, pomijający sedno sprawy – czyli pierwotną nieuczciwość banków i fakt, że odsetki za opóźnienie to jedyna realna rekompensata dla konsumenta za długą walkę sądową. Warto zadać pytanie: czyje interesy naprawdę reprezentuje taka narracja? Czy chodzi o sprawiedliwość dla wszystkich stron, czy o przekonanie społeczeństwa, że trzeba chronić wyniki finansowe banków przed własnymi błędami z przeszłości?

Kto naprawdę przedłuża sądowe batalie?

Częstym motywem w krytycznych artykułach jest sugestia, że to frankowicze celowo przeciągają procesy, aby nabić licznik odsetek. Tymczasem dostępne dane i obserwacje z sal sądowych wskazują na coś zupełnie przeciwnego. W ogromnej większości przypadków to banki korzystają z wszelkich środków, by odwlec ostateczne rozstrzygnięcie – mimo że linia orzecznicza jest dla nich niekorzystna.

Przykładowo, wiele banków odmawiało przedkładania na czas dokumentów potrzebnych biegłym i sądom do oceny spraw, składało wnioski o wyłączenie sędziów czy opinie kolejnych biegłych, a przede wszystkim niemal automatycznie składało apelacje od wyroków pierwszej instancji, nawet jeżeli zapadały one zgodnie z utrwaloną wykładnią. Szeroko znanym zjawiskiem stały się też kontrpozwy banków przeciwko frankowiczom. Zamiast spokojnie poczekać na prawomocny wyrok i wtedy dochodzić swojego roszczenia o zwrot kapitału, wiele banków zdecydowało się pozywać klientów wcześniej – często domagając się przy tym kontrowersyjnego wynagrodzenia za korzystanie z kapitału.

Ta masowa fala pozwów ruszyła po serii przegranych spraw o unieważnienie umów i stała się elementem strategii odstraszania kredytobiorców. Mecenas Wojciech Bochenek przypomina, że to właśnie działania sektora finansowego przyczyniły się do wydłużenia postępowań – m.in. poprzez wytoczenie ponad 50 tysięcy spraw przeciwko klientom o „bezumowne korzystanie z kapitału”, waloryzację czy zwrot kapitału. Ta astronomiczna liczba dodatkowych postępowań sądowych to ogromne obciążenie dla wymiaru sprawiedliwości – generowane nie przez frankowiczów, lecz przez banki próbujące na różne sposoby ograniczyć swoje straty.

W świetle powyższych faktów stawianie tezy, że to konsumenci przeciągają spory, jest odwracaniem kota ogonem. To raczej kredytobiorcy byli zmuszeni latami walczyć o swoje prawa, podczas gdy wiele banków zdawało się stosować zasadę „graj na czas”. Paradoksalnie, dziś te same instytucje argumentują, że trzeba zmienić prawo (wspomniana ustawa frankowa), bo spory trwają zbyt długo – choć same wydatnie się do tego przyczyniły. Gdy słyszymy więc w mediach, że frankowicze „zarabiają krocie na wieloletniej batalii sądowej”, pamiętajmy, kto tę batalię tak przedłużył. Odsetki, które banki będą musiały zapłacić konsumentom, są bezpośrednią konsekwencją opieszałości i agresywnej strategii procesowej banków. Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie tak zaciekły opór sektora finansowego, sprawy te mogłyby kończyć się znacznie szybciej – a łączna kwota odsetek do zapłaty byłaby dla banków wielokrotnie niższa.

Narracja zbieżna z interesem banków

Przyglądając się krytycznym publikacjom o frankowiczach, warto też zapytać o obiektywizm ich autorów. Wspomniany na wstępie artykuł na Wyborcza.biz pisze osoba, która od lat konsekwentnie zajmuje się tematyką bankowo-finansową i – co istotne – często prezentuje ją z perspektywy bliskiej sektorowi bankowemu. Nie jest tajemnicą, że autorka tego tekstu została uhonorowana nagrodą dziennikarską przyznawaną przez Związek Banków Polskich. Uznano jej „konsekwencję we wnikliwym prezentowaniu trudnej tematyki bankowo-finansowej w sposób przejrzysty, rzetelny i wiarygodny”.

Oczywiście każdy dziennikarz ma prawo do własnej opinii, a nagroda od środowiska bankowego nie przekreśla rzetelności. Jednak w przypadku ostrej polemiki warto zauważyć ten potencjalny konflikt narracji – tekst krytykujący frankowiczów wyszedł spod pióra osoby docenionej przez banki za sposób przedstawiania spraw finansowych.

Trudno się więc dziwić, że wymowa artykułu jest dokładnie taka, jakiej banki by sobie życzyły. W publikacji pobrzmiewają argumenty, które od dawna pojawiają się w oficjalnych stanowiskach banków i ich lobby: że frankowicze już dostali prezent w postaci darmowego kredytu, że prawo jest po ich stronie zbyt jednostronnie, że teraz chcą jeszcze „darmowych mieszkań” kosztem biednych banków. Taka zbieżność przekazu z interesami konkretnej branży rodzi pytania o obiektywizm. Opinie opiniami, ale przedstawianie kredytobiorców jako grupy niemalże pasożytującej na systemie finansowym jest krzywdzące i oderwane od szerszego kontekstu.

Rzetelność ponad jednostronną narrację

Kryzys frankowy to złożony problem, w którym racje moralne i prawne są jednoznacznie po stronie konsumentów – ofiar nieuczciwych praktyk sprzed lat. Nie oznacza to, że skutki ekonomiczne tego kryzysu są błahe dla banków ani że każda propozycja systemowego rozwiązania jest z gruntu zła. Wymaga jednak podkreślenia podstawowej prawdy: gdyby banki nie wprowadziły do obrotu abuzywnych umów kredytowych, żaden frankowicz nie walczyłby dziś o „darmowe” cokolwiek. Walka, jaką toczą, jest walką o sprawiedliwość i egzekwowanie prawa – prawa, które jasno stoi po stronie słabszego uczestnika rynku.

Jednostronna narracja obwiniająca ofiary i wybielająca sprawców nie sprzyja rzetelnej debacie publicznej. Próby przedstawiania frankowiczów jako cynicznych kalkulantów mają odwrócić uwagę od sedna: to nie konsumenci stworzyli problem, lecz muszą go na drodze prawnej rozwiązać, ponieważ zawiódł nadzór i odpowiedzialność sektora bankowego. Dlatego zamiast powielać bankowe klisze o „darmowych mieszkaniach”, warto trzymać się faktów potwierdzonych w sądach (zarówno przez TSUE, jak i polskie sądy wszystkich instancji) – a te fakty są dla banków druzgocące. Przed uchwaleniem ustawy frankowej potrzebna jest spokojna, merytoryczna dyskusja uwzględniająca interes obu stron, ale oparta na prawdzie, a nie na medialnych hasłach. Tylko wówczas uda się wypracować rozwiązanie, które będzie sprawiedliwe: ochroni konsumentów zgodnie z prawem i pozwoli bankom wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów, nie przerzucając jednak ciężaru tych błędów na obywateli.

Rozstrzygając spór o „darmowe mieszkanie”, pamiętajmy: sprawiedliwość nie jest za darmo – frankowicze wywalczyli ją ciężką pracą i determinacją, mierząc się z potężnym przeciwnikiem. Ich zwycięstwa w sądach to triumf praworządności, z którego powinniśmy wyciągnąć lekcję na przyszłość, zamiast ulegać narracjom pisanym pod dyktando bankowych interesów.

Redakcja
Redakcja
Poznaj najnowsze informacje ważne dla frankowiczów. Opinie wyrażone w tekście wyrażają osobiste poglądy autora

Najnowsze

Podobne artykuły

Ustawa frankowa: Kto poparł Frankowiczów w Sejmie, a kto stanął po stronie banków? [Stanowiska Partii]

W czwartek 16 października w Sejmie zaczęło się procedowanie tzw. ustawy frankowej. Nastąpiło pierwsze czytanie projektu, a jego...

PILNE! Frankowicze idą pod Pałac Prezydencki! Ostatnia szansa na WETO, które zablokuje ustawę frankową

W dniu 30 września br. Rada Ministrów zatwierdziła przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach w...

Unieważnienie WIBOR – Kancelaria WIBOR z doświadczeniem frankowym kluczem do sukcesu! Sprawdź liderów

Od kilku tygodni gorącym tematem w mediach jest unieważnianie postanowień umownych z WIBOR-em i obniżanie rat kredytów złotowych....

Frankowicze Getin Noble Banku zyskują większą szansę na odzyskanie pieniędzy po wyroku TSUE z 11 września 2025 r.?

11 września 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał przełomowy wyrok w sprawie C-687/23 (D.E. przeciwko Banco Santander), który...